"Ciągle gdzieś biegniemy i niczego nie zauważamy po drodze", "idziemy na skróty i nie mamy czasu na związek" - to tylko niektóre z mądrości, którymi szczodrze obdarza nas reżyserka i scenarzystka filmu Ewa Pytka. Na szczęście jest jednak kino, na szczęście są jeszcze w Polsce komedie romantyczne, na szczęście zdarzają się ciągle ideały bez skazy, ślicznie papierowe, pięknie nieprawdziwe, cudownie oblane doskonałością i kiczem.
Takich bohaterów wybiera właśnie reżyserka, takim bohaterom każe żyć w cynicznie zepsutej warszawce i z takich bohaterów pozwala brać wzór. Niepozorny Piotr na przykład (Wieczorkowski) kolegów ma fatalnych, nastawionych na sukces, szybki seks i życie bez zobowiązań, ale zasadzie, że "faceci to dranie", on sam jaskrawo przeczy: jest przystojny, ale i nieśmiały, wrażliwy i wyraźnie romantyczny, artystycznie uzdolniony (rysuje m.in. ilustracje w książkach dla dzieci i komiksy), chociaż gdy założy okulary w grubych oprawkach, przypomina inteligenta, jak się patrzy. W świecie pań odpowiednikiem Piotra jest Inge (Todorczuk-Perchuć) - jedna jej koleżanka (Schejbal) wybiera sobie jedynie nieprzyzwoicie bogatych starców, druga (Antonowicz) umawia się z paroma ciachami naraz, a Inge nie - jest wierna (i wiernie przez narzeczonego zdradzana), a do miłości nastawiona idealistycznie, pracowita i obdarzona wyjątkowym głosem (dzięki któremu - udając najróżniejsze dźwięki w rodzaju spadających kropel - zarabia w radiu), piękna duchem, ale też oczywiście ciałem.
Najpierw Piotr i Inge spotkają się na ulicy - on wręczy jej kwiaty i ofiaruje piękny pocałunek, ona z wrażenia straci głos. Potem będą się szukać i ciągle mijać - on zacznie chodzić na aranżowane przez kumpla randki, ona spróbuje odzyskać głos u psychoterapeuty (Globisz) i psychiatry (Stalińska), w ramach choreoterapii i dźwiękowych eksperymentów. Wszystko na próżno, bo przecież Piotr i Inge uleczyć się mogą tylko nawzajem - ideał ciągnie do ideału, kwintesencja kobiecości do esencji męskości, yin do yang i tak dalej
"Chciałabym obudzić się z kimś rano i nie bać się, że znowu go stracę" - wyznaje szczerze perfekcyjna bohaterka. Trzymamy za nią kciuki, ale twórcy tego rozanielonego, rozmarzonego filmowego harlequina znad Wisły nie zawiodą: musi jej się udać.