Agnozja ***

Paweł T. Felis
2011-08-26, ostatnia aktualizacja 2011-08-25 12:42

Hiszpania 2010 (Agnosia). Reż. Eugenio Mira. Aktorzy: Barbara Goenaga, Felix Gomez, Eduardo Noriega, Martina Gedeck

Agnozja
Agnozja
Agnozja
Agnozja
ZOBACZ TAKŻE
Filmy
Są w filmie Eugenia Miry - zadziwiająco rzadkie zresztą - sceny, w których patrzymy na świat oczami głównej bohaterki Joany: rozmywają się obrazy, znajome sylwetki przybierają postać upiorów, nie sposób określić odległości do najbliższego przedmiotu. To właśnie tytułowa agnozja - dość tajemniczy rodzaj zaburzenia neurologicznego, który cechuje nadmiar bodźców z jednej strony i niezdolność ich rozróżnienia z drugiej. Dla chorej osoby widziany czy słyszany obiekt to jedno, a jego "pojęcie" to coś innego - tłumaczył Freud i opis ten w niejednym scenarzyście mógłby obudzić tuzin pomysłów na film. Dlaczego więc ten w "Agnozji" się nie sprawdza?

To, że Joanę traktują przedmiotowo męscy bohaterowie - i szemrany lekarz, i toporny nieco narzeczony, i nawet troskliwy pozornie ojciec - to jedno. Gorzej, że taki sam stosunek mają do niej reżyser i scenarzysta. Joana, już nie jako kilkuletnia dziewczynka (wtedy ją poznajemy), ale jako dorosła, chociaż bezbronna kobieta, staje się obiektem coraz to nowych manipulacji i kalkulacji. Ojciec chciałby ją uleczyć, więc zgadza się na kuriozalne pomysły pseudomedyka. Przyszły mąż chciałby ją chronić, ale przy okazji zadbać o rozwój firmy swojego prawie teścia. A teść z uporem maniaka nie chce produkować nowoczesnych - jesteśmy w wieku XIX - soczewek do broni palnej, choć potrafi, więc źli ludzie będą mu chcieli patent na nie wykraść. I to właśnie z pomocą znającej ponoć tajny przepis Joany.

Grająca ją Barbara Goenaga głównie snuje się po ekranie, robi na przemian miny przestraszonej i naiwnie łatwowiernej dziewczynki, ale życia w tej uroczo zwiewnej figurce nie ma za grosz. Tytułowa choroba i jej konsekwencje szybko schodzą na drugi plan - agnozja staje się tylko pretekstem do mocno banalnej intrygi sensacyjnej i romansu, który przybiera postać pretensjonalnego i przewidywalnego teatru masek. Stylowe, skąpane w mrokach zdjęcia to trochę za mało, by mówić w tym wypadku o tajemnicy - w "Agnozji" są tylko rozwiązywane jedna za drugą zagadki, tyle że ich wyjaśnienie jak na dość ambitnie przecież pomyślany thriller satysfakcję daje wyjątkowo marną. W rezultacie opisy dystrybutora są ciekawsze niż sam film natarczywie stawiany w jednym szeregu z "Sierocińcem". Gdzie Rzym, gdzie Krym...