Wśród pingwinów gen outsiderstwa ma się całkiem dobrze. Kiedyś - ściślej w pierwszej części filmu - mały Mambo czuł się wyrzutkiem, bo nie umiał śpiewać, za to kochał taniec. Dziś odmieńcem staje się jego syn Eryk, który z kolei do tańca - a Mambo zmienił pingwinie stado w pierwszorzędną ekipę taneczną - wcale się nie garnie. Garnie się za to do różnej maści pseudoliderów, hochsztaplerów i udawanych gwiazd: jest w wieku, kiedy szuka się wzoru i dopiero z czasem zrozumie, że najlepszym jest własny tata.
Czas rozpięty między początkiem a finałem reżyser George Miller wykorzystuje jednak solidnie. Malutki Eryk decyduje się na gest buntu i - z nie najlepszym skutkiem - próbuje zawojować świat w towarzystwie równie niedoświadczonych kolegów. Znany z pierwszej części Lovelas wciąż ma gadane, ale też nowego guru - Svena, który uwielbia sprzedawać gładkie rady i przedstawia siebie jako jedynego na świecie pingwina, który nauczył się latać, bo każde marzenie przecież można spełnić. Na dodatek losy pingwinów stawia pod znakiem zapytania nieokrzesana natura - przesuwające się na Antarktydzie lodowce uwięziły piękne nieloty w dolinie bez wyjścia i trzeba im jakoś pomóc. Co oczywiście zrobić musi - iście tanecznym krokiem - Mambo i jego mały Eryk.
Niby wszystko jest w filmie gładkie i podporządkowane sentymentalnym morałom, a jednak "Tupot małych stóp 2" sprawia bezsprzeczną radość. Sprawdzona recepta na barwne postaci i tryskającą pomysłami fabułę to jedno, a jej wdzięczne zrealizowanie to drugie. W sequelu "Happy Feet" jest miejsce na zgrywającego twardziela słonia morskiego i pingwiniego amanta nieudacznika, który dopina swego wytrwałością, na słodkie czułości Mambo i jego żony Glorii, ale też przerażenie skorupiaków, którym zachciało się zmienić prawa przyrody i podążyć za czymś, w co wierzą. Na najważniejszego bohatera wyrasta jednak neurotyczny mitoman Sven - za tą roztańczoną, rozśpiewaną i wychwalającą dobroć animacją stoi przecież opowieść o sprzedawaniu i kupowaniu iluzji, wiecznym kreowaniu siebie i głodzie popularności. Idealizm jest szlachetny, ale marzenia (które w filmie mają rys - a jednak! - tandetnej ideologii) bywają mrzonką niebezpieczną i skazaną na porażkę, o czym przekonuje się nie tylko Eryk.
Jeśli bowiem warto obejrzeć "Tupot małych stóp 2", to choćby dla dwóch pozornie drugoplanowych kryli Billa i Willa, którzy równolegle do pingwinich przygód prowadzą własną eskapadę w poszukiwaniu złudzeń. Debiutujący w roli autora dialogów do animacji Piotr Jachowicz sprawdza się znakomicie, ale - trzeba przyznać - najlepsze teksty oddaje dwóm maleńkich rozmiarów kumplom, których łączy przyjaźń męska i zarazem wielce czuła. Trudno uwierzyć, by ktoś mógł zdubbingować te postaci lepiej niż Tomasz Kot i Wojciech Mecwaldowski.