Gunnar szuka Boga ****

Paweł Mossakowski
2011-12-09, ostatnia aktualizacja 2011-12-07 16:38
Gunnar szuka Boga
Gunnar szuka Boga
fot. zdjęcia promocyjne

Norwegia 2010 Reż. Gunnar Hall Jensen

Gunnar szuka Boga
fot. zdjęcia promocyjne
Gunnar szuka Boga
Gunnar szuka Boga
fot. zdjęcia promocyjne
Gunnar szuka Boga
Gunnar szuka Boga
fot. zdjęcia promocyjne
Gunnar szuka Boga
ZOBACZ TAKŻE


Gunnar szuka Boga ...a także, może przede wszystkim, alternatywy dla życia, jakie wiedzie. A jest to życie, którego na pierwszy rzut oka można tylko pozazdrościć: kochająca żona, dzieci, pies, ładny dom na przedmieściach, w domu cztery telewizory, sprzęt grający dużej klasy, czterodrzwiowa lodówka itd. Jednak Gunnarowi - reżyserowi tego dokumentu - czegoś brakuje, dręczy go nieokreślony niepokój, odczuwa jałowość swojej sytej, uporządkowanej, niejako zaprogramowanej przez społeczeństwo egzystencji. W poszukiwaniu innego sposobu życia wraz z filmową ekipą (producentka, kamerzysta, dźwiękowiec - przeżywającymi zresztą podobne dylematy i niepokoje), wyrusza do najstarszego klasztoru chrześcijańskiego w Egipcie (!). Tam odkrywa, że przesycona wiarą w Boga egzystencja mnichów jest tak "egzotyczna", stosunek do podstawowych wyznaczników ludzkiej sytuacji jak samotność i śmierć - tak odmienny, że są to właściwie światy nieprzekładalne, niekompatybilne. Niespodzianka? W żadnym wypadku. Siłą filmu nie jest odkrywczość - ani diagnozy (ile to razy słyszeliśmy o "duchowej pustce społeczeństwa konsumpcji"?), ani końcowych wniosków. Jego wartość leży raczej w klarowności, z jaką się przedstawia podstawowe opozycje (wyrzeczenie się świata zewnętrznego - łapczywe z niego korzystanie; równowaga i spokój - dystrakcja i niepokój itd.), w szczerości tonu i osobistym wymiarze doświadczenia (reżyser i jego współpracownicy są zarazem bohaterami filmu) i cienkiej autoironii. Bardzo urozmaicony jest też kształt wizualny filmu. Niekiedy może irytować naiwność pytań i banalność odpowiedzi (wygłaszanych zza ekranu z taką emfazą, jakby odkrywało się tajemnicę istnienia) oraz rozczarować skromność końcowych konkluzji praktycznych ("Muszę w niedzielę wyłączać komórkę"), ale w sumie rzecz ciekawa i pouczająca.