Combat girls. Krew i honor ***

Paweł Mossakowski
2012-01-27, ostatnia aktualizacja 2012-01-26 13:51
Combat girls. Krew i honor
Combat girls. Krew i honor
Spectator

Niemcy 2011 Reż. David F. Wnendt. Aktorzy: Alina Levshin, Jella Haase, Gerdy Zint

W tym niemieckim filmie o skrajnych prawicowcach najciekawsze jest to, że w przeciwieństwie do wcześniejszych ("Romper Stomper", "American History X", "Braterstwo") główne role odgrywają w nim nie wygoleni faceci, ale młode dziewczyny - neonazistki z małego miasteczka z terenów dawnej NRD (fakt, że obydwie mają chłopaków z tego samego środowiska ma drugorzędne znaczenie i nie osłabia ich samodzielności). Pierwsza z nich, Marisa (bardzo dobra Levshin), jest agresywną, wypełnioną nienawiścią 20-latką z upodobaniem bijącą śniadych cudzoziemców i gejów. I oto ta zajadła faszystka, nieodrodna wnuczka swojego dziadka, pewnego dnia zaczyna zajmować się młodziutkim, próbującym przedostać się do Szwecji Afgańczykiem. Druga, Svenja (Haase), ma 15 lat i dopiero próbuje wejść do grupy, aby wyrwać się z domu.

W tym (pod)gatunku trudno coś nowego i oryginalnego powiedzieć, ale film jest interesujący, solidnie zrobiony, realistyczny, a debiutującemu reżyserowi udaje się zgrabnie ogarnąć wielość wyłaniających się w trakcie opowieści wątków. Nie wszystko jest jednak jednakowo przekonujące. O ile przemianę Marisy, u której podstaw tkwiło poczucie winy, można zrozumieć (i wybaczyć, że opiera się na obiegowej mądrości, według której stereotyp "obcego" najłatwiej przełamać, gdy się "obcego" pozna osobiście), o tyle powody, dla których Svenja "wstępuje" do neonazistów, są trochę naciągane i arbitralne. To, że jest młoda i naiwna, a surowy ojczym nie pozwala jej palić papierosów, to jednak trochę mało. Ale w sumie niezłe kino.