Zupełnie inny weekend ****

Paweł Mossakowski
2012-01-27, ostatnia aktualizacja 2012-01-26 13:56
Zupełnie inny weekend
Zupełnie inny weekend
Tongarino Realeasing

Wielka Brytania 2011 Reż. Andrew Haigh. Aktorzy: Tom Cullen, Chris New

Jeden z najlepszych "gejowskich" filmów, jakie oglądałem. Zresztą, "gejowski" jest tylko formalnie: w rzeczywistości przekracza granice gatunku, osiąga uniwersalność, pozwala odnaleźć się w nim nie tylko, że tak powiem, bezpośrednio zainteresowanym, ale i przedstawicielom heteroseksualnej orientacji. Fabuła jest skromna i rozgrywa się w całości podczas jednego weekendu. Russell (Cullen), z zawodu ratownik, wychodzi z przyjęcia u swoich przyjaciół (heteroseksualnych, żonatych i dzieciatych), wstępuje do klubu gejowskiego, poznaje Glena (New), spędzają razem noc, rano budzą się lekko speszeni (jak to zwykle bywa, gdy po pijanemu pójdzie się do łóżka z osobą praktycznie nieznajomą), ale tego dnia znowu się spotykają, łażą po mieście (Nottingham), zażywają narkotyki, uprawiają seks i dużo, dużo gadają.. I w momencie, gdy wydaje się, że może z tego być coś poważniejszego, Glen - aspirujący artysta, pracujący w galerii - oznajmia, że nazajutrz wyjeżdża na dwa lata do Stanów.. "Weekend" jest kameralną opowieścią miłosną: o zawiązaniu się uczucia, rozwijaniu się uczucia, powstrzymywaniu się przed okazaniem uczucia i ucieczki przed uczuciem. A także o fatalnym rozminięciu się w czasoprzestrzeni, w czym "Weekend" bardzo przypomina "Przed wschodem słońca", choć jest od niego mniej rzewny, "twardszy", bardziej męski. Obaj bohaterowie tego romansu są kontrastowo odmienni i być może to m.in. przyciąga ich do siebie. Russell jest wyciszony, introwertyczny, trochę nieśmiały i wstydliwy. Nie wyszedł też jeszcze całkiem z szafy, jedną nogą wciąż w niej tkwi (np. ukrywa swoją orientację przed kolegami z pływalni). Glen jest gadatliwy, hałaśliwy, prowokatorski, trochę bezczelny, bardzo otwarcie demonstrujący swoje gejostwo. Różnicę między nimi widać wyraźnie w ich stosunku do homoseksualnych małżeństw: dla Russella to niepotrzebna ostentacja, dla Glena - też niepotrzebne małpowanie obyczajów heteroseksualistów. Ale widać też na tym przykładzie, jak bardzo tzw. poglądy są związane z osobowością, jak są wobec niej wtórne, jak się do niej przystosowują.

Obaj aktorzy grają w sposób przekonujący i naturalny, a dialogi między nimi robią wrażenie improwizowanych. Praca kamery nadaje filmowi dokumentalny sznyt. Wszystko wydaje się tu bardzo prawdziwe, niewymuszone i jakoś tam łatwe. Ale nic trudniejszego w sztuce niż taka łatwość.