Jeden z najgłośniejszych i najlepszych filmów z Chile. Dla reżysera to powrót do ważnego w historii tego kraju roku 1973, ale też obraz osobisty: scenariusz oparty został po części na wspomnieniach samego Wooda. Film przywołuje dramatyczne czasy, kiedy w pogrążonym w chaosie Chile dochodzi do zamachu stanu i dyktatury Augusta Pinocheta. Ale najciekawsza jest tu przyjęta perspektywa: polityczne wstrząsy obserwujemy z perspektywy dwóch 11-latków.
Pierwszym z nich jest Gonzalo (Matias Quer), który mieszka w zadbanym mieszkaniu, nie może narzekać na brak zabawek i dzięki ojcu chodzi do ekskluzywnej, prywatnej szkoły z językiem angielskim. Drugi to Pedro Machuca (Ariel Mateluna) - chłopak wychowywany w dzielnicy dla biedoty, gdzie codziennością są alkoholizm, przemoc i agresywna zazdrość wobec "burżuazyjnych" Chilijczyków z wyższych sfer. Obaj spotykają się za sprawą księdza McEnroe (Ernesto Malbrani), który kilkorgu dzieciom ze slumsów daje szansę na bezpłatną edukację w prestiżowej St. Patrick English School. Ale eksperyment udaje się połowicznie. Przeciwni mu są rodzice, a niewinne nie są też same dzieci: przejęły już mentalne podziały na lepszych i gorszych ("Ty nie płacisz czesnego i chcesz ustalać reguły?!"). "Trzymaj się od niego z daleka. Za pięć lat on będzie w college'u, za dziesięć lat przejmie firmę po ojcu, a ty cały czas będziesz czyścić kible" - mówi pijany ojciec Pedra, ale dla chłopców te społeczne podziały nie mają znaczenia. Owszem, różnią się - Gonzalo poznaje odpychający świat slumsów, a Pedro z zazdrością patrzy na dom kolegi, w którym dziecko może mieć rower i najprawdziwsze adidasy. Jednak coś ważniejszego bohaterów łączy. Obaj są w szkole odbierani jak odszczepieńcy: "inny" jest dla rówieśników pochodzący z "marginesu" Pedro, ale też mało przebojowy, pucołowaty prymus Gonzalo.
Film o przyjaźni mimo wszystko? Jednak nie. W świat 11-latków, którzy przeżywają pierwsze miłosno-erotyczne doświadczenia (dzięki koleżance Silvanie) i nie stronią od sztubackich żartów, wkracza zbyt wcześnie brudna dorosłość. Polityczny wir niesie strach, absurdalną śmierć, wymuszony egoizm. Coś ważnego zostaje przerwane, zanim naprawdę się narodziło.
Chilijski krytyk filmowy powiedział mi niedawno, że "Machuca" to fenomen: ten znakomity film okazał się w Chile kinowym przebojem. Doceniony został też w Polsce - na Festiwalu Filmów Latynoamerykańskich w Warszawie zdobył nagrodę publiczności i krytyków. Tym większe uznanie dla nowego dystrybutora (Art House), który postanowił wprowadzić "Machucę" do kin: ożywczy powiew dystrybucyjnej normalności.