Film potwierdzający tezę, że najbardziej wstrząsające fabuły bledną często przy dokumentalnych obrazach pokazujących rzeczywistość bez złudzeń. W "Mieście słońca" to rzeczywistość Haiti, a dokładniej slumsów Port-au-Prince, gdzie codziennością są morderstwa, walki gangów i polityczny chaos. Reżyser przygląda się głównie dwóm braciom - 2Pacowi i Billy'emu, przywódcom gangu zwanego "Duchami", będącego w gruncie rzeczy nieformalną armią panującego prezydenta Aristide'a. Gdy ten zaczyna tracić władzę, drogi braci coraz bardziej się rozchodzą - Billy pozostał Aristide'owi wierny, 2Pac oskarża go o zdradę ideałów. Ale czy rzeczywiście chodzi o politykę?
Ważniejsze jest tu chyba rozbuchane ego, rywalizacja o władzę, a czasem skłonność do zwykłego awanturnictwa. I w tym sensie chaotyczne "Miasto słońca" budzi wątpliwości: czy nie zbyt bezkrytycznie przyjmuje reżyser długie tyrady gangsterów o tym, z jaką łatwością potrafią zabijać i jak wspaniale jest czuć, że wszyscy się ich boją? I czy nie daje się w ten sposób uwieść tradycyjnemu mitowi gangstera? Nawet zaskakująca decyzja Francuzki Lele, która ze społecznej działaczki staje się nieoczekiwanie dziewczyną 2Paca, mogłaby stanowić mocny punkt filmu, gdyby reżyserowi nie zabrakło dystansu.
Asger Leth, syn znanego duńskiego dokumentalisty Jorgena Letha (Lars von Trier zrealizował z nim wspólnie "Pięć nieczystych zagrań"), dostrzega oczywiście w młodych bohaterach ofiary chorej sytuacji, które chciałyby żyć normalnie (większość gangsterów ma tu rodziny i dzieci, a największe marzenie 2Paca to zostać gwiazdą rapu), ale nie mogą. Dużo w tym racji, ale do tej "ludzkiej" strony Leth i jego ekipa, realizujący często zdjęcia z narażeniem życia, docierają połowicznie. Gdy jeden z bohaterów mówi: "Tu żyje się krótko" i "Im więcej zabijasz, tym krócej żyjesz", słychać w tym przede wszystkim dumę. Świetnie zgraną m.in. z muzyką Wyclefa Jeana (sam też pojawia się na ekranie), a jednak co najmniej dyskusyjną.