Jeszcze raz *

PAWEŁ T. FELIS
2008-01-04, ostatnia aktualizacja 2008-01-02 22:47

Polska 2007. Reż. Mariusz Malec. Aktorzy: Danuta Stenka, Anna Antonowicz, Jan Frycz, Przemysław Cypryański, Mikołaj Krawczyk, Lech Mackiewicz

Filmy
Już w pierwszej scenie pojawia się na ekranie odsłonięty, kobiecy biust. Za chwilę pewien młodzian robi na imprezie męski striptiz (pośladki widać). Rozumiem, że miał być to sygnał dla widzów seriali: pokażemy więcej niż w "M jak miłość". Tyle że film ten dowodzi czegoś innego: polskie komedie romantyczne sięgają dna.

Żeby widzów nie zaskakiwać, początek jest oczywisty: oto samotna czterdziestolatka (po raz czterdziesty jest nią zresztą Danuta Stenka) wychowuje dorastającą córkę. Córka Kasia (Antonowicz) to - jak słyszymy - inteligentna i zadziorna feministka, która za chwilę studiować będzie psychologię, co nie przeszkadza jej robić z siebie wiecznie przerażonej kretynki tudzież wielkich oczu na widok wypasionego samochodu playboyowatego Pawła (Cypryański). Niezbyt wysokie IQ Kasia ma najwyraźniej po nadekspresyjnej mamie, która jedzie w góry z nadzieją na romans ze specjalistą od spinek do mankietów (Mackiewicz), ale orientuje się nagle, że zadziwiająco blisko jej do Michała (Frycz), któremu wyznaje miłość po włosku.

Wypocić tak infantylnie sztuczny scenariusz to nie lada osiągnięcie. Finał jest tu jasny już po dziesięciu minutach, kolejne sceny i wołające o pomstę do nieba dialogi napisane są tak, jakby ich twórcy żyli na księżycu i o współczesnych młodych ludziach nie wiedzieli nic (o poczuciu humoru nie wspominając). I jeszcze ta nieuleczalna choroba, w myśl której zmiany bohaterów (jak często i jak bajkowo bogatych!) dokonują się ot tak: choćby półmózg zaliczający panienki gdzie popadnie, który ni stąd, ni zowąd staje się uosobieniem wrażliwości i dojrzałości

Oglądałem film na tzw. normalnym pokazie z publicznością: na sali dominowała cisza osłupionych widzów. Kiedy skończy się ta fabularna szkółka niedzielna (morze i góry, romans rodziców i romans dzieci, Trebunie Tutki i techno), to realizacyjne prostactwo i wmawianie przypadkowym osobom, że są aktorami? Przemysław Cypryański nawet jednego zdania nie potrafi powiedzieć naturalnie, Anna Antonowicz powinna zapisać się do aktorskiego przedszkola, ale naprawdę przerażające jest to, co stało się z Danutą Stenką: tu manieryczną, nieudolną aktorsko, od początku do końca fałszywą. Jedyne pocieszenie to Jan Frycz: wciśnięty w płaską jak deska postać, wypowiadający chwilami kuriozalne banały ("chciałem kupić synowi wszystko, jaki ja byłem głupi") i tak, niby od niechcenia, pokazuje klasę. A jednak można grać w produktach filmopodobnych i nie zwariować.