Reprise. Od początku raz jeszcze... *****

Paweł Mossakowski
2008-01-04, ostatnia aktualizacja 2008-01-03 15:55

Norwegia, Szwecja 2006 (Reprise). Reż. Joachim Trier. Aktorzy: Espen Klouman Hoiner, Anders Danielsen Lie, Viktoria Winge

Świetny debiut pełnometrażowy młodego norweskiego reżysera (kuzyna sławnego Larsa von Triera zresztą) opowiadający o dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą dwudziestoparolatkach z Oslo, chłopakach o literackich aspiracjach i marzących o opublikowaniu swoich powieści. Jeden z nich, Philip (Danielsen Lie), szybko debiutuje, zdobywa uznanie krytyki, ale wkrótce potem załamuje się psychicznie i ląduje w klinice. I choć zdaniem lekarzy bezpośrednią przyczyną psychozy był zbyt intensywny związek emocjonalny z urokliwą Kari (Winge), po wyjściu ze szpitala ostrożnie kontynuuje z nią znajomość. Drugi, Erik (Hoiner), walczy znacznie dłużej o wydanie swojej pierwszej książki, obiecując sobie, że w chwili publikacji zerwie ze swoją dziewczyną i zajmie się wyłącznie pisaniem. Obaj są zafascynowani sędziwym pisarzem Stenem Dahlem, który po odniesieniu literackiego sukcesu odwrócił się od świata (postać ta częściowo wzorowana jest na znanym norweskim poecie Tor Ulvenie, który udzielił w swoim krótkim życiu tylko jednego wywiadu).

Ten bardzo inteligentny i błyskotliwie zrealizowany film opowiada - to częsta cecha debiutów - o wielu rzeczach naraz. O męskiej przyjaźni - trudnej, gdyż podszytej rywalizacją. O napięciu między kreatywnością a potocznie rozumianym "szczęściem osobistym". Ale przede wszystkim "Reprise" jest opowieścią o młodości, tym dziwnym okresie, gdy wszystko jest jeszcze otwarte, a przyszłość jest nieskończonym polem możliwości (nieprzypadkowo film otwiera krótka sekwencja obrazów ukazujących, w trybie warunkowym, jak m o g ł y b y się potoczyć losy jego bohaterów; wszystkie wersje przyszłości są jeszcze uprawnione). Przyznam, że niewiele widziałem filmów tak znakomicie oddających "nieznośną lekkość młodości" - z jej oczekiwaniami, niepokojem, entuzjazmem i melancholią. Ale też z jej pozami i snobizmami - ironicznie i przenikliwie nicowanymi przez dobiegający zza ekranu głos wszechwiedzącego narratora. Nawet konstrukcja filmu - kapryśna, dygresyjna, chętnie korzystająca z retrospekcji - oddaje swobodę życia niegotowego i dopiero się stającego.

"Reprise" jest chwilami przejmująco smutna (wyjazd Philipa i Kari do Paryża, będący próbą zrekonstruowania emocji towarzyszących ich pierwszej wyprawie do tego miasta), choć przeważa tonacja lekka i zabawna, a nieco purnonsensowy humor (gdzie z kamienną twarzą wygaduje się najstraszliwsze brechty) nawiązuje do najlepszych angielskich wzorów. Trier jest debiutantem niezwykle dojrzałym: umie korzystać zarówno z rzeczywistości (czerpiąc z doświadczeń pokolenia, które zamieniło buntowniczą muzykę punkową na posady w agencjach reklamowych), jak i z tradycji kina (w "Reprise" widać wpływy poetyki francuskiej Nowej Fali, zwłaszcza wczesnego Truffaut). Wkrótce może być o nim równie głośno jak o słynnym wujku z Kopenhagi.