Kolejny znakomity film Anga Lee (ostatnio "Tajemnica Brokeback Mountain"). I kolejny dowód, jak inteligentny to reżyser, jak zręcznie bawi się konwencjami i przez nie przebija, uwodzi i zwodzi. Na pozór to przecież wystawnie opowiedziana historia miłości, której tłem - a poniekąd i powodem - stają się okupowane przez Japończyków Chiny z przełomu lat 30. i 40. Z początku młoda studentka Wang (Tang) robi to, co podszeptują jej inni - trochę z przypadku trafia do studenckiego teatru (sala podchwytuje padające ze sceny patriotyczne okrzyki), bez większego przekonania angażuje się z kolegami w ruch oporu. Ci postanawiają rozprawić się z kolaborującym z Japończykami panem Yee (Leung), ale to Wang dostaje wśród buntowników najtrudniejsze zadanie: ma go uwieść, osłabić czujność i umożliwić przyjaciołom zabójstwo. Gdy niespodziewanie dziewczyna w swojej ofierze się zakocha, będzie już musiała z tą fascynacją poradzić sobie sama.
Od początku uderza w filmie aura klasycznego, szpiegowskiego kina przełamanego staroświeckim melodramatem - szybko jednak staje się jasne, że to tylko pięknie wypolerowana powierzchnia. Bo choć bohaterowie walczą o życie, przez cały czas ryzykują śmiercią i zabijają, reżysera fascynuje głównie tytułowe pożądanie. Niebezpieczna, erotyczna siła, która jak w "Tajemnicy Brokeback Mountain" spada na Wang i Yee niczym fatum. Do końca nie wiadomo zresztą, czym ten związek jest: miłością, seksualnym uzależnieniem, wzajemną grą w kobietę i mężczyznę? Oboje przecież przed sobą kogoś udają. I paradoksalnie właśnie w tym kłamstwie, na którym zasadza się ich romans, mają szansę poznać o sobie prawdę.
Stylizowany mocno film Lee jest zewnętrznie chłodny, teatralny, w swej dbałości o detale wręcz wystudiowany. To jednak zabieg świadomy, bo nie o wyciskanie łez tu chodzi, ale o dość bolesne rozprawianie się z mitem. Wang, która rzewnie płacze w kinie na "Casablance", dziewictwo straci w sposób pragmatyczny, a kobiecość odkryje w agresywnym, pozbawionym czułości seksie (szansa na romantyczną miłość w postaci nieśmiałego kolegi okaże się przy tym mocno bezbarwna). Yee jest w sypialni pewnym siebie macho, ale przy kochance ("jesteś pierwszą osobą, której zaufałem") na chwilę przynajmniej tę maskę zrzuca. Tylko czy możliwa jest między nimi prawdziwa bliskość?
Żeby romans Wang i Yee mógł skończyć się happy endem, oboje musieliby pokonać zewnętrzne okoliczności - czas, w jakim żyją, role, które zgodzili się grać po dwóch stronach politycznej barykady. Takim właśnie gestem zdarcia masek kończył Ang Lee "Rozważną i romantyczną". Film "Ostrożnie, pożądanie" jest jednak w wymowie bardziej gorzki i - mam wrażenie - przenikliwy. Lee nie krzepi tym razem, ale pyta: gdzie jest granica między kłamstwem a prawdą? Co dzieli autentyczne zakochanie od "teatru uczuć"? Czy aby miłość sama w sobie nie jest w istocie odgrywanym wciąż na nowo, słodko-gorzkim spektaklem?
Współczuć tylko należy widzom z Chin. Bez realistycznych, a jednocześnie symbolicznych scen erotycznych (chińscy cenzorzy wszystkie wycięli - w Polsce wchodzi do kin wersja pełna) pytań tych zrozumieć w pełni nie sposób.