Elegia ***

Paweł Mossakowski
2008-09-05, ostatnia aktualizacja 2008-09-03 22:56

USA 2008. Reż. Isabel Coixet (Elegy). Aktorzy: Ben Kingsley, Penelope Cruz, Dennis Hopper, Patricia Clarkson, Peter Sarsgaard

ZOBACZ TAKŻE
Filmy
W ekranizacji powieści Philipa Rotha "Konające zwierzę" (co byłoby lepszym tytułem niż bezpłciowa "Elegia") Ben Kingsley gra Davida Kepesha, ok. 60-letniego profesora literatury z Nowego Jorku, gwiazdę telewizyjnych programów kulturalnych i wykładowcę na uniwersytecie Columbia mającego zwyczaj uwodzić swoje co urodziwsze studentki (ale już po zakończeniu semestru i wystawieniu stopni!). Jego kolejnym szybkim łupem ma stać się piękna Consuela (Cruz), Kubanka z pochodzenia, ale tu sytuacja się komplikuje - stary satyr bowiem zakochuje się. Jednocześnie jednak staje się podejrzliwy i zazdrosny, a przede wszystkim nie wierzy w przyszłość tego związku (różnica wieku wynosi 30 lat). Przekonanie co do jego nieuniknionego rozpadu (którego ukochana nie podziela) powoli staje się samosprawdzającą się przepowiednią...

"Elegia" opowiada o panicznie bojącym się zobowiązań facecie, dla którego obsesyjny seks jest zarówno zemstą za lata młodości, które upłynęły w purytańskiej epoce, jak i osłoną przed powoli zbliżająca się śmiercią (nie ma mocniejszego afrodyzjaku!) - o mężczyźnie, który się już zestarzał, ale jeszcze nie dorósł. Tego rodzaju poważne filmy, mierzące się z wiecznymi tematami, filmy "dla dorosłych" stanowią w naszym repertuarze rzadkość i choćby z tej racji "Elegia" zasługuje na uwagę. Ale czy na coś więcej? Film jest wprawdzie znacznie bardziej udany od innej, stosunkowo niedawnej adaptacji książki Rotha ("Piętno"), elegancki, stonowany, a także bardzo dobrze zagrany - nie wyłączając wykonawców ról dwuplanowych (Hoppera jako przyjaciela i powiernika Kepesha, Clarkson jako jego długoletniej kochanki, Sarsgaarda jako niemogącego mu wybaczyć syna), ale rozegrany w nieludzko wolnym tempie, miejscami trącący intelektualnym banałem i pozbawiony życia - jakby nerwowa energia prozy Rotha gdzieś się z niego ulotniła. Najlepsze jest ostatnie 20 minut, gdy historia nabiera bardziej dramatycznego wymiaru, ale wcześniejsze 80 to, prawdę mówiąc, nuda.