Trzeba przyznać, że w kategorii komiksowych superbohaterów Hellboy Mike'a Mignola zdecydowanie plasuje się w czołówce - nie jest ani ładny (czerwony dziwoląg z obciętymi rogami), ani inteligentny, ma bardzo złe maniery (bałaganiarstwo to wada najmniej dotkliwa) i mocno wybujałe ego. Świat, który ratuje od niechcenia w specjalnej jednostce przypominającej Archiwum X, takim wybawicielem się brzydzi, ale najwyraźniej coś w Hellboyu (Perlman) musi być - "rozpalająca się" (dosłownie) towarzyszka życia Liz (Blair) kłóci się z nim okrutnie ("mają dobre dni, złe i bardzo złe"), a jednak gotowa jest dla niego poświęcić całą ziemską cywilizację.
Ta jest zagrożona, bo niejaki książę Nuada (Goss) zamierza zemścić się na ludzkim plemieniu i obudzić śpiącą od dawien dawna "złotą armię" - mechaniczne stwory, które niszczą wszystko, co nakaże im królewski potomek w złożonej z trzech części koronie. Zanim jednak dojdzie do ostatecznego pojedynku, w centrum bardzo nowoczesnej metropolii zaczną pojawiać się istoty - było, nie było - z innej bajki. Tysiące małych potworków zje gości wystawnego domu aukcyjnego, spod ziemi wyrośnie obleśne, zielone monstrum, a grupa do zadań specjalnych pod wodzą inteligentnej, "dymnej" istoty o niemieckim pochodzeniu odnajdzie tajemny trolli targ.
Film świetnie się zaczyna (z przymrużeniem oka podpatrywane codzienne problemy Hellboya i tajnej jednostki), ale stopniowo traci impet, dowcip i wdzięk. Niebywała wyobraźnia Guillermo del Toro ponosi go aż nadto, zwłaszcza że im bliżej końca, tym bardziej fabuła sprowadza się do efektownych starć "dobrych" ze "złymi" i koniecznie głośnych oczywiście zniszczeń, jakby "Hellboy 2" chciał zaliczyć wszystkie niezbywalne elementy "komiksowego" kina akcji. Wymogi Hollywood?
Doceniam oczywiście pomysłowość i niebywały wręcz, plastyczny rozmach filmu del Toro, który nie służy jednak niczemu więcej niż efektownej zgrywie, campowej zabawie, ale też, rzecz jasna, wirtuozerii mistrzów efektów specjalnych. Przy fenomenalnym "Labiryncie Fauna" tego samego reżysera "Hellboy: Złota armia" to jedynie chwilami sympatyczny, chwilami mocno przeszarżowany (i nieznośnie sentymentalny w finale!) produkt - "wypasiona" zabawka jednokrotnego, niestety, użytku.