Garfield: Festyn humoru **

PAWEŁ T. FELIS
2008-09-19, ostatnia aktualizacja 2008-09-18 10:35

USA-Korea Południowa 2008 (Garfield's Fun Fest). Reż. Mark A.Z. Dippe. W wersji polskiej: Cezary Żak, Joanna Jabłczyńska, Jerzy Kryszak, Waldemar Barwiński, Wojciech Paszkowski

Nie jest dobrze, jeśli film, którego istotą jest poczucie humoru (i jego brak), okazuje się w gruncie rzeczy zabawny na siłę. Czyżby problemy, które ma słynny kocur - zanik umiejętności rozśmieszania widzów - dotyczyły też filmów o Garfieldzie?

Najbardziej egocentryczny i leniwy kot świata tym razem przymierza się do corocznego festynu humoru - oczywiście pewny, że, jak co roku, zgarnie główną nagrodę. Jego "mechanicznie" powtarzany numer może jednak nie zadziałać: buntuje się nie tylko partnerka Arlene, ale i publiczność. Garfield rusza więc na poszukiwanie magicznego stawu, którego woda ponoć z największych ponuraków robi dusze towarzystwa. W baśniowej krainie kot spotka jednak przede wszystkim postarzałą już nieco żabę, czyli Freddy'ego, pierwszego rozśmieszacza w dziejach, który udzieli Garfieldowi paru mądrych rad w rodzaju: trzeba śmiać się z siebie, bo nie ma nic zabawniejszego niż autoironia.

Twórcy drepczą w miejscu, jakby sami nie wierzyli, że coś oryginalnego są w stanie wymyślić: nie zachwyca ani tryskający kolorami świat baśni, ani cały pomysł z festynem (łącznie z ognistym tangiem w wykonaniu Arlene i niejakiego Ramone'a, głównego konkurenta Garfielda), ani nawet animowany przegląd najsłynniejszych dialogów z historii kina (m.in. z Bonda, "Casablanki" i "Titanica") - kropką nad i jest zresztą finałowy wykład o tym, że trzeba "słuchać swojego serca". Na osłodę pozostaje jedynie Garfield, który sam w sobie (o ile nie próbuje się go wciskać w naciąganą fabułę) śmieszy najbardziej. Wiernych fanów zapewne rozśmieszy po raz kolejny, innych tylko zniecierpliwi.