Kobiety ***

Paweł Mossakowski
2008-10-10, ostatnia aktualizacja 2008-10-15 15:26

USA 2008 (The Women) Reż. Diane English. Aktorzy: Meg Ryan, Annette Bening, Eva Mendes, Debra Messing, Jada Pinkett Smith, Candice Bergen

Filmy
Ten "remake" zjadliwej satyry obyczajowej George'a Cukora z 1939 (!) roku (opartej na wystawionej trzy lata wcześniej sztuce teatralnej) ma z oryginałem związek raczej luźny, ale przejmuje jego główny pomysł - nie występują tu żadni mężczyźni. Nawet w rolach przechodniów czy, powiedzmy, taksówkarzy (jedynym osobnikiem płci męskiej, jaki się tu pojawia, jest niemowlak). Jest jednak swoistym paradoksem filmu, że owi niewidzialni mężczyźni (ojcowie, mężowie, szefowie itd.) mają na życie jego kobiecych bohaterek znacznie większy wpływ niż w takim np. "Seksie w wielkim mieście", gdzie przez ekran przewijały się ich całe tłumy. Jeśli tak ma wyglądać tzw. women power, to możemy spać spokojnie, panowie!

Mary (Ryan), zamożna mieszkanka przedmieść Nowego Jorku, żona brokera z Wall Street i matka dorastającej córki, dowiaduje się (via gadatliwa manikiurzystka), że jej mąż ma romans z ekspedientką z Saksa (Mendes). Przyjaciółki - Sylvie (Bening), redaktorka luksusowego magazynu dla kobiet, Eddie (Messing), matka bodaj trójki dzieci i będąca w ciąży z czwartym, oraz Alex (Smith) czarnoskóra lesbijka (niemająca tu zresztą nic do roboty oprócz poszerzania demograficznego składu "targetu") - radzą, jak jej pomóc (choć Sylvie początkowo jej wręcz zaszkodzi), jednak to sama Mary musi znaleźć wyjście z sytuacji

Jak łatwo zauważyć, film porusza się dokładnie na tym samym terytorium (i społecznym, i tematycznym), co wspomniany już "Seks w wielkim mieście". Jest komediową opowieścią o czterech zaprzyjaźnionych ze sobą paniach w średnim wieku, należących do nowojorskiej socjety (wątek klasowy jest tu zresztą znacznie mocniej niż w "Seksie..." wyeksponowany: urodziwa rywalka Mary ukazana jest tu jako pazerna przedstawicielka klasy "niższej", która chce ukraść to, co się jej nie należy), głównie plotkujących, chodzących po sklepach, manikiurzystkach i pokazach mody, ale mających też autentyczne życiowe problemy.

I, co wprawdzie nietrudne, jest od nieszczęsnej ekranizacji popularnego serialu znacznie lepszy - zgrabniejszy i zabawniejszy (najdowcipniejsze kwestie wygłasza Bergen w roli matki Mary, a najśmieszniejszą scenę - porodu - jakkolwiek by dziwnie to zabrzmiało, odgrywa Messing). Ale oczywiście jest to "plastikowe" kino, banalne i płaściutkie, gdzie zamiast żywych ludzi oglądamy reprezentantki postaw, a fabuła jest wyłącznie ilustracją tezy (o konieczności kobiecej niezależności, samowystarczalności itd.).

Czuje się też teatralne pochodzenie filmu, a stanowiące jego kościec dialogi podawane są w irytującej, sitcomowej manierze - bohaterki nie tyle mówią, ile trajkoczą, i to w tak zawrotnym tempie, że chwilami trudno nadążyć. Ogólnie wydaje mi się, że kobiety w średnim wieku zasługują na znacznie lepszy film o sobie samych, ale w sumie ogląda się nieźle.

Kinopleks