„High School Wideoklip” albo „High School MTV” - takie tytuły byłyby z pewnością uczciwsze: film Ortegi to musical („musical”?) epoki plastikowego kiczu, landrynkowego różu i ponowoczesnego, słodkiego kretynizmu, który kojarzy się z hasłem „ »Bravo Girl « poleca”. Trzeci odcinek serii (i pierwszy, który trafia do kin) ma być historią nie do końca chcianego dojrzewania - niejaki Troy (Efron) i Gabriella (Hudgens) właśnie kończą szkołę średnią, szykują się do college'u, a to nieodzownie oznacza rozstanie. Konia z rzędem jednak temu, kto zobaczy tu choćby cień dramatu odchodzącej młodości: bohaterowie (jakby wygenerowani sztucznie przez komputer) co prawda mówią o rozstaniach, płaczą nawet niekiedy (i płacząc, rzewnie śpiewają), coś przebąkują o swoich planach i marzeniach, ale patrząc na nich, robi się głównie żal - jeśli tak wygląda dziś młodość, można tylko współczuć.
Troy, Gabriella i ich nie bardziej inteligentni przyjaciele mają jednak cel ambitny: swoje płoche żale chcą przekuć w musicalową sztukę. Jest więc miejsce na skoczne i rozdzierające serce songi, eksponowanie ego, parę damsko-męskich stereotypów i oczywiście taniec. Amerykańskim nastolatkom to wystarcza, by szaleć i piszczeć z zachwytu. Nie wiem, jak z nastolatkami w Polsce, ale widzom powyżej 18. roku życia oglądania filmu powinno się zabronić.