Ten film zaskoczyć może widzów, którzy codzienność w Iranie znają głównie z obrazów Kiarostamiego czy Majidiego. Zwłaszcza dzięki postaci Minou (znana irańska aktorka Niki Karimi), pracującej w muzeum konserwatorki dywanów, która w "3 kobietach w różnym wieku" przypomina niemal wyzwoloną bizneswoman. Nieustannie ma przy uchu telefon komórkowy, żyje w biegu, jakby toczyła bez końca codzienną walkę: gdy drogocenny dywan trafia w niepowołane ręce i może zostać wywieziony za granicę, zamiast straszyć sprzedawcę sądem, Minou po prostu go kradnie.
Widać jednak, że w tej niekończącej się gonitwie po pełnym ludzi i samochodów Teheranie 40-letnia bohaterka może liczyć tylko na siebie. Symboliczne znaczenie ma tu utrata dwóch najbliższych osób: dorastającej córki, która z dnia na dzień znika bez śladu, i starej, schorowanej matki, która w tajemniczych okolicznościach ginie razem z "ukradzionym" dywanem. Minou próbuje córkę i matkę odnaleźć, tyle że w filmie Manijeh Hekmat wszystkie trzy bohaterki najpierw będą musiały odnaleźć same siebie.
Stara matka, która - jak twierdzi jej wnuczka Pegah - "postanowiła" kiedyś stracić pamięć, z dywanem w ręku powtórzy bolesną podróż z młodości i powróci na własną rękę do świata, którego już nie ma. Pegah porzuci "udawane", podwójne życie w Teheranie i ruszy samochodem przed siebie. Minou z kolei odkryje, że nie da się w pełni kontrolować ani siebie, ani innych, odkryje nieznane, "undergroundowe" życie córki i przeszłość matki, ale przede wszystkim zatrzyma się w swoim biegu i zobaczy, że - jak mówi jej przyjaciel - jest "całością, która rozpadła się na tysiąc kawałków".
Idąc tropem powracających symbolicznie w różnych okolicznościach dywanów, Manijeh Hekmat snuje poruszającą i prowokacyjną (film nie spodobał się irańskim cenzorom) opowieść o kobietach w Iranie, które coraz więcej dzieli, a jednocześnie wciąż wiele łączy. Pegah może żyć w muzycznej komunie i zarabiać jako fotografka, jej niezależna matka potrafi zręcznie radzić sobie w świecie mężczyzn, a przecież całkiem niedaleko rozgrywa się dramat ciężarnej dziewczyny, nad którą po zabiegu aborcji rozprawia w rodzinnej miejscowości męski sąd. Nie przypadkiem zresztą mężczyźni są tu albo mało sympatycznymi cwaniakami, albo filozofami-mędrcami, którzy rozprawiają o Ważnych Sprawach: kobiety albo nie mają do tego prawa, albo w swojej walce o codzienność nie mają na to czasu. Na happy end - sugeruje w finale reżyserka - nie ma co liczyć.