Agathe (Jaoui) jest znaną paryską pisarką i feministką, która chce wykorzystać swoją wizytę u siostry Florence (Arbillot) mieszkającej w ich domu rodzinnym na południu Francji do publicznego ogłoszenia swojego akcesu do wielkiej polityki. Z kolei niewydarzony reżyser dokumentalista Michel (Bacri) chce wykorzystać przyjazd Agathe do nakręcenia o niej filmu z telewizyjnego cyklu "Kobiety sukcesu". Ma mu w tym pomóc Karim (Debbouze), syn wieloletniej służącej w domu rodziców Agathe pracujący obecnie jako recepcjonista w miejscowym hotelu, ale mający też artystyczne ambicje. Kręcenie filmu przez spółkę nieudacznika i amatora zakłóca dodatkowo to, iż pierwszy z nich jest kochankiem zamężnej Florence...
Małżeństwo Agnes Jaoui i Jean-Pierre Bacri (tu aktorsko oddające pola pierwszorzędnemu Jamelowi Debbouze) jest jednym z najbardziej twórczych tandemów w europejskiej kinematografii, mającym na swoim koncie znakomite "Gusta i guściki" i niewiele im ustępujące "Popatrz na mnie". Ich ostatni film wydaje mi się jednak od poprzednich słabszy (gdybym zaczął od niego, raczej nie rozumiałbym powodów sławy, jaką małżonkowie się cieszą), choć i tak reprezentuje poziom rzadko osiągany przez ich kolegów znad Sekwany (oraz innych europejskich rzek). Z jednej strony odnajdujemy tu (choć czasem nie bez trudu) najlepsze cechy ich twórczości: cienki humor plasujący "Opowiedz mi o deszczu" na wdzięcznym pograniczu komedii i filmu obyczajowego; wyrozumiałość dla ludzkich defektów i słabości połączoną z przenikliwością, z jaką są odsłaniane; zręczność w konstruowaniu dialogów - tych wszystkich potyczek słownych, które nieustannie prowadzą ze sobą bohaterowie, itp. Z drugiej - historia jest cokolwiek bezkierunkowa (film bardzo długo drobi w miejscu, nie mogąc odnaleźć właściwego rytmu) i chcąca ogarnąć zbyt wiele obszarów tematycznych. Mówi się tu więc o wszystkim: sile urazów, jakie należy przezwyciężać, konfliktach etnicznych (trochę podobnie jak w "Ukrytych" Hanekego), walce płci i nieokiełznanej potrzebie samooszukiwania i samousprawiedliwiania naszych ludzkich postępków zewnętrznymi okolicznościami (tak jak tłumaczenie kiepskiego samopoczucia złą pogodą) - prowokując na końcu do pytania: ale o czym właściwie jest ten film? Niemniej jednak ogląda się go całkiem przyjemnie: francuska burżuazja wciąż ma swój dyskretny urok...