Księżna ***

PAWEŁ T. FELIS
2009-01-09, ostatnia aktualizacja 2009-01-07 20:50

Wielka Brytania-Włochy 2008 (The Duchess). Reż. Saul Dibb. Aktorzy: Keira Knightley, Ralph Fiennes, Charlotte Rampling, Dominic Cooper

Filmy
Arystokratki w filmie Saula Dibba, jak przystało na kostiumowy dramat z XVIII wieku, olśniewają dystyngowanymi, pełnymi falbanek i koronek sukniami, fantazyjnymi nakryciami głowami i misternie wyczesanymi perukami, które - jak okazuje się w jednej ze scen - mogą w najbardziej niewłaściwym momencie stanąć w ogniu. "Nie rozumiem, dlaczego kobiece stroje są tak skomplikowane" - mówi do swej żony podczas nocy poślubnej książę Devonshire (Fiennes). Małżonka tłumaczy krótko: "Wy macie mnóstwo sposobów, by siebie wyrazić - my robimy to przez ubrania".

"Księżna" to bowiem kolejna historia kobiecości tłamszonej nie przez obcisłe gorsety, ale przez szowinistycznych, męskich samców. Ich wcieleniem jest tu właśnie książę Devonshire, który od żony oczekuje "lojalności i syna" (ale doczekać się go nie może), wyrozumiałości wobec kolejnych zdrad, a wreszcie zgody, by pod jednym dachem zamieszkały jego nieślubna córka i oficjalna kochanka. Upokorzona tytułowa księżna (Knightley) realizuje się głównie w salonowych zabawach i hazardzie, a miłość i spełnienie znajduje u popularnego polityka Charlesa Greya (Cooper). Wtedy reaguje jednak mąż, który żony zabawki, co prawda mało go interesującej, ale własnej, oddać nie chce ("Ja tu rządzę!").

"Wiem, to kłopotliwe" - poucza księżną zimna, kalkulująca matka (Rampling), gdy córka mówi jej o problemach w małżeńskiej sypialni. "Ale będzie trwało do czasu, gdy dasz mu syna - później będzie to robił rzadziej i z mniejszą ochotą". Kobiety w filmie Dibba same traktują przecież seks jak rodzaj zapłaty, dzięki której wiele można od mężczyzn uzyskać, choć jednocześnie tęsknią za czymś innym. W świecie mężczyzn, ale też świecie bez antykoncepcji - płynie jednak wniosek ponury i nazbyt prosty - spełnienie fizyczne zawsze rywalizować będzie u pań z miłością macierzyńską. I zawsze przegra.

W wystawnym, scenograficznie i kostiumowo dopieszczonym dramacie Dibba na psychologiczne niuanse miejsca nie ma - w tej damsko-męskiej grze wszystkie karty wydają się znaczone. Idealny kochanek jest równie płaski jak mąż potwór, a sympatii nie budzi nie tylko cyniczna matka, ale też jej córka. Jeśli faktycznie traktować ją (choćby ze względu na podobne małżeńsko-romansowe perypetie) jak prekursorkę księżnej Diany, na ekranie wypada zadziwiająco blado. Na czym polegało jej rzekome wybicie się na niezależność? Skąd magnetyczna zdolność przyciągania tłumów? Tego po obejrzeniu filmu o księżnej Devonshire nie wiem - wiem tylko, że Knightley arystokratyczne suknie nosi z wdziękiem.