Nowy film Petra Zelenki zaczyna się od wygłupów. Czescy aktorzy jadą do Nowej Huty, by tu właśnie wystawić spektakl na podstawie "Braci Karamazow" - w autobusie atmosfera jest luźna, goście z Czech zachowują się wobec polskiej tłumaczki jak nastolatki na rauszu. Za chwilę jednak, gdy dotrą na miejsce, żarty się kończą. Dość zblazowani aktorzy narzekają co prawda na warunki, czasem żartują z Polski (i polskiej miłości do czeskich gwiazd), a jednocześnie w mgnieniu oka wchodzą w swoje teatralne role.
Większą część filmu zajmuje sam spektakl - swoista wojna na słowa, która obnaża coraz ostrzej opisane przez Dostojewskiego rodzinne piekło Fiodora Karamazowa (niebywała rola Ivana Trojana) i jego synów: kompleksy i uprzedzenia, romanse i kłótnie o pieniądze, wreszcie spory o sprawy najważniejsze. Czy istnieje Bóg? Czy można wierzyć w szatana? Dlaczego dzieci cierpią? Co oznacza ziemska i boska sprawiedliwość? Na drugim planie sztuki rozgrywa się dramat osobisty - jeden z pracowników huty (jak zawsze genialnie grający milczącą twarzą Andrzej Mastalerz) przez cały czas ogląda spektakl, choć w szpitalu walczy o życie jego syn. A może on sam, jak sugerują najbardziej podejrzliwi aktorzy, jest tylko częścią przedstawienia, kolejnym aktorem zaangażowanym przez reżysera?
Zelenka nie tylko nie bawi widzów jak zwykle, ale też nie daje łatwych odpowiedzi. Nie wiemy przecież, czy polski robotnik zafascynowany jest samym teatrem ("to jest piękne" - powie aktorom), czy może w historii zamordowanego Fiodora Karamazowa - niezdolnego do miłości swoich synów - odnajduje coś, co przypomina mu samego siebie. W filmowych "Braciach Karamazow" niezwykły jest za to z pewnością sam sposób uruchamiania teatralnej maszynerii, przeistaczania się znanych nam dobrze aktorów w bohaterów dramatu Dostojewskiego: zaskakujący obraz Zelenki jest przecież historią o fenomenie aktorstwa i fenomenie sztuki - opartej zawsze na fałszu, specyficznej dwoistości. W "Braciach Karamazow" granice między "udawanym" i "prawdziwym" okazują się płynne, wszystko jest tylko częścią filmowej fabuły. Paradoksalnie najbardziej autentyczny - jeśli można tak powiedzieć - pozostaje spektakl przeniesiony z teatru Dejvické divadlo, gdzie przedstawienie w reżyserii Lukáša Hlavici (czyli to, którego fragmenty oglądamy na ekranie) grane jest do dziś.