Od jakiegoś już czasu polskie komedie coraz częściej sięgają po temat "walki płci", jak nazywają go wprost w materiałach prasowych twórcy "Zamiany". Nic w tym złego - na zderzeniu "kobiecego" i "męskiego" wyrósł niejeden świetny film (nie tylko komediowy). Pytanie tylko, na ile to zderzenie oryginalne i do jakich wniosków prowadzi.
W przypadku farsowej "Zamiany" punkt wyjścia rokuje nieźle: oto nadmuchany medialnie prezydent Tomasz Więcek (w tej roli Piotr Gąsowski w zaskakującej fryzurze) walczy o kolejną kadencję. Ma miażdżącą przewagę w sondażach (90 proc. poparcia), potulnie stojącą w cieniu żonę (Wolszczak) i nową kochankę - swoją asystentkę (Liszowska). Przypadkiem nadaremnie czekająca z kolacją żona wychodzi jednak z ukrycia - tak przejmuje się losem źle potraktowanej pracownicy supermarketu, że postanawia sama stanąć do prezydenckich wyborów. I rywalizować z własnym mężem, od którego postanawia zresztą odejść.
Co jednak z tą męskością i kobiecością? Prezydent to mało inteligentny samiec (hasło wyborcze: "prezydent z jajami"), polityczny blagier w typie Leppera, homofob i miłośnik wódki. Większą sympatię budzi z początku z klasą grana przez Grażynę Wolszczak prezydentowa, ale jej polityczna kariera przypomina w filmie zemstę stereotypowo potraktowanego "babińca": pani Więcek nie ma ani programu, ani sztabu, ma za to dobre intencje, niezbyt lotne "psiapsiółki" i bogatą mecenaskę (zimno-arystokratyczna Beata Tyszkiewicz). Ścierają się więc dwie klisze, które film próbuje w pewnym momencie wywrócić: on zaczyna fizycznie zmieniać się w kobietę, ona - w mężczyznę. Co jednak z tego wynika?
Poza paroma mało wyrafinowanymi żartami (debata-pojedynek): nic. Gdzież tajemnica, którą nosi rzekomo Joanna Liszowska? Gdzie lekcja męskości, której doświadcza prezydentowa i szkoła kobiecości, którą pobiera prezydent? Czy rzeczywiście rosnące piersi (bądź penis) to wystarczająco dużo, by sprawdzić, jak to jest po drugiej stronie?
"Zamiana" to rzecz nie o wojnie płci, nie o romansie seksu z polityką, ale o dwojgu grubą kreską rozpisanych postaciach, które zamieniają się miejscami. Słowem - filmowa przebieranka: jak na "komedię sextremalną" nie tylko mało pieprzna, ale też zaskakująco mało zabawna.
Jednym z nielicznych smaczków jest Stefan Laudyn, który w przebraniu księdza gra na gitarze religijną piosenkę dla dzieci. A ze wszystkich postaci najciekawsza okazuje się ta z drugiego planu - buntownicza córka Więcków Agata (debiutująca bodaj na dużym ekranie Malwina Buss), która wyrazistością i temperamentem prezydenta i prezydentową bije na głowę. To Agata właśnie wydaje się tu powiewem świeżości i młodości, których filmowi - zrealizowanego przez siedmiu debiutantów, w tym reżysera Konrada Aksinowicza - niestety zabrakło.