Los Angeles, 1928 rok. Christine (Jolie), samotna matka pracująca jako kierowniczka w firmie telekomunikacyjnej, po powrocie z dyżuru do domu stwierdza z przerażeniem, że jej 9-letni syn Walter zniknął. Poszukująca chłopca policja po kilku miesiącach triumfalnie, w błyskach reporterskich fleszy, ogłasza, że go znalazła - tyle że nie jest to syn Christine. Mimo ewidentnych dowodów (zeznania nauczycielki, orzeczenie dentysty, łatwy do stwierdzenia fakt, iż Walter był 8 cm wyższy itd.) policja, broniąca swojej nadwątlonej reputacji i chcąca zamknąć sprawę, upiera się przy swoim, wmawiając Christine, że jest w szoku i dlatego nie rozpoznaje rodzonego dziecka...
Choć "Oszukana" od strony realizacyjnej (dekoracje, kostiumy, zdjęcia itd.) zrobiona jest perfekcyjnie, a jej styl jest równie czysty i szlachetny jak we wcześniejszych produkcjach Eastwooda ("Rzeka tajemnic", "Za wszelką cenę"), film wydaje mi się znacznie słabszy od swych dwóch oscarowych poprzedników. Przede wszystkim sama historia wygląda na kompletnie niewiarygodną i właściwie absurdalną.
Argumentu, że jest "autentyczna", nie kupuję: po pierwsze, stopnia jej wierności wobec rzeczywistych zdarzeń nie jesteśmy w stanie ocenić, po drugie, w kinie nie wystarczy wywiesić tabliczki "true story" - trzeba też sprawić, aby na prawdziwą wyglądała. Tymczasem, oglądając ten zaiste kafkowski horror (bohaterka trafia nawet do szpitala psychiatrycznego - zupełnie jak w sowieckiej Rosji) i słuchając np. tłumaczeń policjantów, że chłopiec jest niższy o 8 cm, gdyż pod wpływem stresu "skurczył mu się kręgosłup" (!), czuję się nabierany. A gdy czuję się nabierany, nie bardzo potrafię się przejąć walką dzielnej kobiety z bezwzględnym, biurokratycznym (a także zbrodniczym, jak utrzymuje sojusznik Christine, tropiący nadużycia policji z Los Angeles pastor grany przez Malkovicha) systemem - oraz reprezentującymi go męskimi szowinistycznymi świniami.
Trwająca 140 minut "Oszukana" jest też meandryczna i niespójna - oglądamy jakby dwa filmy w jednym (społeczny melodramat i thriller o psychopacie mordującym dzieci) i choć łączą się one oczywiście ze sobą (wśród ofiar szaleńca może znajdować się Walter), nie można tu mówić o harmonijnym związku. Rzecz jest też przeciągnięta i nie wie, jak się skończyć - ma trzy kolejne finały.
Eastwood jest znakomitym reżyserem - można do niego jedynie mieć pretensje, że tak późno się za kręcenie zabrał - ale ten film mu nie wyszedł.