18-letni Jamel, prosty chłopak ze slumsów Bombaju pracujący jako "zaparzacz" herbaty w centrum telefonicznym, znakomicie sobie radzi w popularnym teleturnieju "Milionerzy". Wzbudza to podejrzenie aroganckiego prowadzącego (wykształceni gracze odpadali już na wcześniejszych etapach), Jamal ląduje więc na posterunku policji, gdzie jest następnie brutalnie inwigilowany: kto i jak mu pomagał? Skąd znał prawidłowe odpowiedzi na wszystkie pytania? I okazuje się, że każde pytanie szczęśliwie nawiązywało do jakiegoś incydentu z jego życia, a on tę lekcję dobrze zapamiętał...
Zeznanie na posterunku jest więc zarazem rekonstrukcją losów bohatera - losów niewesołych, ale w jakimś stopniu typowych. Osierocony jako dziecko Jamel przyłącza się wraz z bratem Salimem do grupy profesjonalnych małoletnich żebraków prowadzonej przez bezwzględnych gangsterów. Udaje mu się uciec swoim "opiekunom", zostaje naciągającym turystów przewodnikiem po Taj Maral. Ale wcześniej jeszcze poznaje śliczną rówieśniczkę, Latikę i tej dziecięcej fascynacji zostaje potem wierny.
"Slumdog" ma bardzo inteligentnie wymyśloną konstrukcję: podwójną ramę (teleturniej i policyjne przesłuchanie), w środku której znajduje się w gruncie rzeczy staroświecka, tradycyjna i "bollywoodzka" historia o romantycznej miłości od pierwszego wejrzenia, wytrwałej i niezważającej na skrajnie nieprzychylne okoliczności. Jest to więc w dużej części melodramat, gatunek, który najlepiej udaje się w społeczeństwach o ostrych przedziałach klasowych - takich jak współczesne Indie właśnie.
Przed oczami oficera policji (a zarazem nas, widzów) rozwija się więc historia zakazanego i niemożliwego uczucia: chłopak spotyka dziewczynę, chłopak gubi dziewczynę, chłopak odnajduje dziewczynę, ale ona jest już z innym itd. itp. A także historia dwóch braci, z których jeden idzie w miarę prostą drogą, a drugi zostaje przestępcą. Bollywood? Oczywiście! Ale elegancko przetworzony, wyrafinowany, przepuszczony przez europejską wrażliwość.
Nie ma sensu rozwodzić się nad biegłością techniczną, z jaką "Slumdog" został zrealizowany: to, że został nagrodzony Oscarami m.in. w takich kategoriach, jak: reżyseria, zdjęcia, montaż, muzyka, wystarczająco świadczy o jego profesjonalnym poziomie. Dla mnie ważniejsze jest co innego: jego inwencja narracyjna, jego przewrotna ironia (uliczna wiedza wystarcza do zwycięstwa w encyklopedycznym teleturnieju), a przede wszystkim jego dobra energia pozwalająca afirmować życie, nawet gdy przypomina ono powieść Dickensa. Film wyraża nadzieję, że nawet półanalfabeta może zostać bohaterem narodowym, no i oczywiście, że prawdziwa miłość zwycięży wszystko. Na osiem Oscarów to wystarczyło.