Lektor ****

Paweł Mossakowski
2009-03-13, ostatnia aktualizacja 2009-03-11 20:22
Lektor
Lektor

USA 2008. Reż. Stephen Daldry. Aktorzy: Kate Winslet, Ralph Fiennes, David Kross, Lena Olin

Filmy
"Lektor" jest przykładem, jak praca nawet największych talentów nie musi zsumować się w wybitne dzieło. Głośną przed kilkunastu laty książkę niemieckiego pisarza Bernarda Schlinka zaadaptował świetny brytyjski dramaturg David Hare, wyreżyserował Stephen Daldry ("Billy Elliot", "Godziny"), zagrała (i dostała nawet Oskara) Kate Winslet w towarzystwie niezawodnego zwykle Ralpha Fiennesa. A mimo to film jest bardzo daleki od wielkości, jego obecność wśród pięciu nominowanych do najważniejszego Oscara uważam za przesadny zaszczyt, a jedna z ważniejszych, końcowych scen wywołuje wręcz niesmak.

Niemcy, 1995 rok. Michael (Fiennes) jest wziętym adwokatem, a przy tym człowiekiem zamkniętym w sobie, zimnym, niezdolnym do głębszych emocjonalnych związków (i wyglądającym, jakby znajdował się w chronicznej depresji). Jak się taki stał? Aby odpowiedzieć na to pytanie, niemal natychmiast cofamy się w przeszłość, do roku 1958, kiedy to jako 15-latek (Kross) wdał się w namiętny romans z 36-letnią Hanną (Winslet), pracującą jako konduktorka tramwajowa. Hanna była, jak łatwo się domyślić, pierwszą kobietą w życiu, z którą uprawiał seks (łatwo to pomylić z miłością), a oprócz sypiania z nią, musiał jej jeszcze - w ramach niezrozumiałego wówczas rytuału - czytać w łóżku książki. Pewnego dnia Hanna znika bez słowa, a w osiem lat później, gdy Michael jest studentem prawa, pojawia się na ławie oskarżonych, jako odpowiedzialna bezpośrednio za śmierć 300 Żydów strażniczka z Oświęcimia...

Scena w sądzie jest kluczowym momentem filmu: Michael zna największy sekret Hanny, którego ta wstydzi się znacznie bardziej niż uczestnictwa w potwornej zbrodni - a mianowicie, że jest analfabetką. Gdyby go teraz ujawnił, wpłynęłoby to znacząco na wysokość wyroku, ale Michael zachowuje tę informację dla siebie. Dlaczego? Czy dlatego, że musiałby się wówczas przyznać do znajomości z kobietą-potworem? Czy też odwrotnie: dlatego, że postanawia uszanować jej tajemnicę, skoro i ona, wbrew swojemu interesowi, jej nie zdradza?

Takich dwuznaczności jest tu więcej, ale nie jest to ambiwalencja, która wzbogaca, a raczej zamąca obraz. I to do tego stopnia, że trudno jest odpowiedzieć na podstawowe pytanie: o czym właściwie jest "Lektor"? O względności pojęcia "odpowiedzialność"? Czy o szerokości pojęcia "ofiara"? Czy o nędzach i luksusach ignorancji? Czy o zawikłanych związkach winy i wstydu? Czy o ciężkim losie powojennego pokolenia Niemców, które musiało żyć w cieniu wojny i Zagłady? Czy o tym, że miłość jest silniejsza od moralnego osądu? W efekcie otrzymujemy abstrakcyjny rebus - film chłodny, nieangażujący i daleki jak księżyc.

  • Lektor **** funix 15.03.09, 20:48

    "Lektor" jest przykładem, jak praca nawet największych talentów nie musidotrzeć do widzów z komiksowym obrazem świata. Na przyszłość radzę chodzić tylko na filmy z podtytułem: „Film »