Powrót do Brideshead ***

Paweł Mossakowski
2009-03-20, ostatnia aktualizacja 2009-03-18 21:49

Wielka Brytania 2008 (Brideshead Revisited). Reż. Julian Jarrold. Aktorzy: Matthew Goode, Ben Whishaw, Hayley Atwell, Emma Thompson

Adaptacja słynnej powieści Evelyn Waugh, być może lepiej niż z lektury znanej obecnie z serialu telewizyjnego z Jeremym Ironsem w roli głównej. Zapewne serial będzie też częstszym punktem odniesienia niż książka - i obecna ekranizacja raczej tej konfrontacji nie wygra.

Pochodzący z przeciętnej, mieszczańskiej rodziny przyszły artysta malarz Charles (Goode) jest na pierwszym roku Oxfordu, gdy poznaje Sebastiana (Whishaw), urokliwego, dekadenckiego i często nietrzeźwego geja, potomka arystokratycznego rodu. Obaj panowie studenci bardzo się zaprzyjaźniają, i jest to tzw. romantyczna przyjaźń, z dyskretnymi - choć i tak stokroć wyraźniejszymi niż w książce i serialu - podtekstami homoerotycznymi. Ale podczas wakacyjnej wizyty w rodzinnej posiadłości Sebastiana, tytułowym Brideshead, Charles poznaje jego siostrę Julię (Atwell) i kieruje swoje zainteresowania w jej stronę. Tym niemniej subiektywnie "zdradzony" Sebastian kompletnie się już rozpija, a jednocześnie matka Julii Lady Marchmain (świetna Thompson) daje Charlesowi do zrozumienia, że jako ateista nie będzie nigdy przyjęty do ich bogobojnego domu...

W brytyjskiej, i nie tylko brytyjskiej literaturze przeszkody, jakie stały na szczęściu dwojgu zakochanym, miały zwykle charakter klasowy lub majątkowy; tu barierą nie jest ani pochodzenie, ani status materialny, ale religia katolicka. W tej ekranizacji powieści katolickiego pisarza (Waugh przeszedł konwersję 15 lat przed jej napisaniem) dogmatyczna wiara wyznawana przez rządzącą wszystkimi panią domu jawi się jako system opresyjny, bez mała tyraniczny, niszczący szczęście jednostek: nie tylko uniemożliwia związek Julii i Charlesa, ale także odpowiada za upadek Sebastiana - przeżywającego zawód miłosny, ale też tkwiącego w permanentnym poczuciu winy, z którym nie umie sobie poradzić inaczej niż za pomocą alkoholu. Waugh zapewne by się zdziwił tak jednostronnym odczytaniem jego powieści. Kilka niemrawych scen końcowych nie stanowi żadnej przeciwwagi dla ogólnego wrażenia.

Ale rzecz, choć w ten sposób "unowocześniona" (większa otwartość w pokazywaniu homoseksualizmu Sebastiana, akcent na trójkąt miłosny) jest przydługa, rozlazła i chwilami nudnawa. Bardziej piękna zewnętrznie niż poruszająca. Okres międzywojnia w Anglii jest w ogóle niezwykle malowniczy (p. daleko ciekawsza "Pokuta"), wyzwala dziwną tęsknotę za tym niedzisiejszym stylem życia, jednak największą frajdę z tego powrotu będą mieli miłośnicy brytyjskich dramatów kostiumowych w stylu - dawno niewidzianego - tandemu Merchant - Ivory.