Zapaśnik ****

Paweł Mossakowski
2009-03-20, ostatnia aktualizacja 2009-03-18 21:55

USA 2008 (The Wrestler). Reż. Darren Aronofsky. Aktorzy: Mickey Rourke, Marisa Tomei, Evan Rachel Wood

ZOBACZ TAKŻE
Filmy
Czwarty, bardzo nietypowy dla Aronofsky'ego film (który wcześniej jeśli nie fantazjował, to ostro stylizował swoje obrazy, a teraz idzie w chropawy realizm) bardzo wiele zawdzięcza wykonawcy głównej roli Mickeyowi Rourke'owi. Nie tylko zresztą samej grze, choć ta jest pierwszorzędna: Rourke, z fryzurą "blond mop", opalenizną a la Lepper, muskułami napompowanymi sterydami i - przede wszystkim - twarzą nieruchomą jak u indiańskiego wodza, gra właściwie głównie oczami - ale potrafi wyrazić nimi niezwykle szerokie spectrum emocji. Jeszcze jednak ważniejsza jest pewna paralelność losów aktora i bohatera, która pozwala filmowi obracać podtekstami i nadaje mu dodatkowy wymiar. Gdyby nie to, "Zapaśnik" byłby schematycznym i przeciętnym filmem walki czy drugiej szansy, jakich powstały już setki. Dzięki powracającemu z dalekiej podróży Rourke'owi jest tym sto pierwszym, który trafia w punkt.

Rourke gra Randy'ego "Tarana" Robinsona, tytułowego zapaśnika, a ściślej biorąc zawodnika wrestlingu - przedziwnej krzyżówki sportu i cyrku. Widownia wie, że wszystko jest tu udawane, a reaguje tak, jakby odbywała się autentyczna walka. Ale choć sam występ jest inscenizowany, to fizyczny wysiłek i ból, jakie mu towarzyszą, są już prawdziwe. W każdym razie Randy najlepsze lata kariery (które przypadły, jak w przypadku Rourke'a, na lata 80.) ma już dawno za sobą. Walczy teraz dla kilku groszy, w małych salkach, z podobnymi do siebie weteranami, a i tak mu nie starcza na utrzymanie nędznego mieszkanka w New Jersey. Jego życie osobiste znajduje się w podobnej ruinie jak jego zdrowie: córka, z którą próbuje nawiązać kontakt (zerwany przed wielu laty), nie chce go już znać, zaś "związek" ze starzejącą się tancerką erotyczną (czyli kobietą wykonującą zawód pokrewny jego profesji; też się tylko udaje) raczej słabo rokuje. Na dodatek ten samotny eksgwiazdor, któremu w perspektywie rysuje się wielki pojedynek organizowany w 20-lecie zdobycia zaszczytnego tytułu, podczas rutynowego występu dostaje ataku serca, a lekarz kategorycznie zabrania mu powrotu na ring...

Czy jednak Randy - ryzykując życie - zdecyduje się na nim stanąć, nie jest trudno przewidzieć. I, niestety, identycznie jest z innymi wątkami, ojcowskim i miłosnym: są zgrabnie poprowadzone, ale banalne. W tym "Requiem dla zapaśnika" in plus liczy się: przykuwający uwagę portret podupadłego gwiazdora, ciekawy, ukazany od kuchni, obraz subkultury wrestlingu i inteligentne dwuznaczne zakończenie. Ale, by stać się nowym "Rambo", to może nie wystarczyć.



  • Zapaśnik **** lourelou 20.03.09, 22:04

    A po co miałby się stać nowym rambo, nie rozumiem? jeden panu mossakowskiemu niewystarczy?Aronofsky to chyba nie ta liga, on robi filmy inteligentne, dla inteligentnych.»