Strasznie szczęśliwi ****

PAWEŁ T. FELIS
2009-04-03, ostatnia aktualizacja 2009-04-01 23:07
 Strasznie szczęśliwi
Strasznie szczęśliwi

Dania 2008 (Frygtelig Lykkelig). Reż. Henryk Ruben Genz. Aktorzy: Jakob Cedergren, Kim Bodnia, Lars Brygmann, Lene Maria Christensen

O tym najgłośniejszym ostatnio duńskim filmie mówi się: "odpowiedź Danii na kino braci Coenów". Nie bez podstaw zresztą - "Strasznie szczęśliwi" to ten rodzaj przypowieści, która jest realistyczna i umowna zarazem, okrutna i przewrotnie zabawna, ale zamiast prostych morałów oferuje radość oglądania "soczystego" dreszczowca, który pokazuje, jak nieładnie czasem bawi się z nami los.

Ofiarą tej zabawy jest przede wszystkim Robert (Cedergren), który z powodu tajemniczych zdarzeń z własnej przeszłości zostaje "zesłany" z Kopenhagi do wioski w Jutlandii, gdzie ma dbać o praworządność w mundurze policjanta. W wyludnionej wiosce obowiązują jednak specyficzne reguły gry - mówi się mało, udaje się, że wie jeszcze mniej, a gdy ktoś wychodzi przed szereg topi się go w miejscowych bagnach. Robert ani nie chce topić, ani być topiony, ale swoje moralistyczne zapędy będzie musiał poskromić: gdy próbuje rozwikłać sprawę Ingelisy (Christensen), nad którą znęca się mąż, przekona się na własnej skórze, jak niewiele dzieli ofiarę od oprawcy

"Strasznie szczęśliwi" to nie tyle fabuła, co przede wszystkim klaustrofobiczny klimat, dziwaczne postaci niczym z filmów Lyncha i czarny humor. Henryk Ruben Genz żongluje gatunkowymi schematami (to z thrillera, to z horroru, to znów z komedii), ale zamiast mocować się z "ważnymi tematami", konstruuje film-łamigłówkę, w której nie ma jednego rozwiązania. Ogląda się to wszystko jak moralistyczną powiastkę o człowieku, który zawsze jest w świecie "obcy", który nigdy nie jest w stanie zrozumieć tego, co wokół niego, ale który też łudzić się jedynie może, że potrafi kontrolować swoje życie. Nikt nie jest niewinny ani z gruntu zły, demony śpią nie w zapomnianych wioskach gdzieś na końcu świata, ale w nas, a szczęście naprawdę bywa "straszne". Nie są to może wnioski specjalnie odkrywcze, bo i film Henryka Rubena Genza (nagrodzony Grand Prix na festiwalu w Karlowych Warach) do plądrowania rejonów nieodkrytych świadomie się nie kwapi. Nie musi - ogląda się go świetnie, a łamigłówkę rozwiązywać można jeszcze długo po wyjściu z kina.