Nieproszeni goście *

PAWEŁ T. FELIS
2009-04-17, ostatnia aktualizacja 2009-04-15 21:44
 Nieproszeni goście
Nieproszeni goście

USA 2008 (The Uninvited). Reż. Charles Guard, Thomas Guard. Aktorzy: Emily Browning, Arielle Kebbel, Elizabeth Banks, David Strathairn

Pamięć i jej mało przejrzysta logika bywają pretekstem do filmów znakomitych ("Walc z Baszirem"), ale stanowią też nieodłączny element horrorowych produkcyjniaków. "Nieproszeni goście" to zresztą kino dla tych, którzy znane bajki chcą oglądać po raz kolejny - dom na odludziu, tragedia z niedawnej przeszłości (śmierć chorej matki w pożarze), a wreszcie "śledztwo" cierpiącej na częściową amnezję Anny (Browning), która właśnie wychodzi ze szpitala psychiatrycznego i zamiast na nowo cieszyć się życiem, chce rozwikłać zagadkę tajemniczego wypadku matki.

Anna głównego wroga upatruje w nowej kobiecie swojego ojca (co w tym fatalnym filmie robi David Strathairn?) - Rachel (Banks) trochę za bardzo panoszy się w nieswoim domu, trochę nieszczery ma uśmiech i trochę za głośno uprawia ze świeżo upieczonym wdowcem seks. Na dodatek Anna, którą w nienawiści do macochy wspiera buntownicza siostra, widzi rzeczy, których inni nie widzą - jakieś trupy w workach, jakichś przystojniaków zmieniających się w bestie, a na dodatek duchy zmarłych dziewczynek.

Scenarzyści (aż trzy osoby!) "Nieproszonych gości" pamiętają co prawda, że powinni w finale wywrócić fabułę do góry nogami, ale nie pamiętają już, że to wywracanie powinno mieć chociaż częściowo związek z tym, co pokazane wcześniej. Na tym polegała choćby genialność "Innych" Amenábara, których jednak bracia Guard albo nie oglądali, albo nie zrozumieli. W "Nieproszonych gościach", horrorze nad wyraz łagodnym i niestrasznym, nieważne jest, co się wydarzyło, ale co się komuś przywidziało, a rzucane raz po raz ślady symbole (np. drogocenny naszyjnik czy dzwonek) w efekcie okazują się tylko pozbawionymi sensu błyskotkami. Strata czasu.