Obywatel Havel ****

PAWEŁ T. FELIS
2009-04-30, ostatnia aktualizacja 2009-04-28 18:43
 Obywatel Havel
Obywatel Havel

Czechy 2008 (Obcan Havel). Reż. Pavel Koutecky, Miroslav Janek

"Jesteś zbyt skromny", "w polityce trzeba używać czarno-białych określeń" - słyszy Vaclav Havel, gdy na przełomie 1992 i 1993 roku postanawia być kandydatem na prezydenta nowo powstałej Republiki Czeskiej. Przez cały ten film przewijać się będą rady zakulisowych doradców, którzy twierdzą, że "prezydent powinien być twardy i nikogo o zgodę nie pytać", że prezydenta Jelcyna nie wypada przyjmować w skromnym gabinecie, a w przemówieniu przedwyborczym nie można za bardzo krytykować samego siebie. Havel oczywiście z doradców korzysta, ale w polityce wydaje się postacią z innej bajki: prostszej, bardziej ludzkiej, zadziwiająco pozbawionej wirusa władzy.

"Każdego dnia prasa atakuje mnie, że jestem romantycznym marzycielem, idealistą, który nie rozumie demokracji i polityki" - przyznaje Havel na początku. O tym, na ile ta postawa była politycznie skuteczna, reżyser Pavel Koutecky właściwie milczy: więcej tu się mówi o błędach niż o sukcesach (poza wejściem do Unii i NATO). "Obywatel Havel" nie jest bowiem, jak można by podejrzewać, krótkim kursem najnowszej historii Czech, ale fascynującą opowieścią o idealiście z brawurową, antykomunistyczną przeszłością, który próbował udowodnić, że polityka nie musi być brudna, a określenie "mąż stanu" nie ma nic wspólnego z technokratą i specjalistą od politycznych gier.

Ten idealista, który myli się, ćwicząc pierwsze przemówienie w nowej roli prezydenta ("trzeba podziękować nie rządowi, ale parlamentowi, bo to on pana wybrał"), ma coś z filozofa: nawet w codziennej, biurokratycznej pracy nie zapomina, że polityka to gra. Clintona i Madeleine Albright zaprasza do klubu jazzowego (gdzie Clinton gra na saksofonie "Summertime"), Rolling Stonesom poleca dobrą, praską restaurację, ale potrafi też skomentować narastający kryzys w kraju: "To kara za naszą pychę". Ma w sobie jakby niedzisiejszy spokój, dystans, choć potrafi też pokazać emocje i złość. Nie wścieka się jednak, gdy jest opluwany publicznie przez politycznych przeciwników. "To mi przypomina czasy, gdy Vaclav był w więzieniu, a spikerka w telewizji opowiadała o nim niestworzone rzeczy" - komentuje żona.

To właśnie ona - Olga Havlova - przykuwa tu uwagę przede wszystkim: piękna, inteligentna, oddana i wciąż pełna czułości. Gdy po jej śmierci (przejmujące sceny, gdy prezydent czeka na pogrzeb), prezydent wziął ślub z aktorką Dagmar Veskrnovą, mówił dziennikarzom: "Olga zawsze była i jest częścią mojej duszy: to ona namawiała mnie, żebym ożenił się po raz drugi. Miała rację: nie mogę i nie potrafię być sam".

W pewnym momencie Havel rozbraja dyskusję o planach wizyty Clintona: "To moje wielkie osiągnięcie: udało mi się pokonać swoją grzeczność i nie zaprosić Klausa na jazzowy koncert". W filmie Kouteckiego podobnych anegdot i żartów jest więcej, co nie znaczy, że to błahy portret polityka od kulis. "Demokracja wiąże ręce tym, którzy myślą o polityce poważnie, a tym, którzy nie traktują jej serio, pozwala robić, co chcą" - cytuje tu prezydent sam siebie. Ten, który kapitalnie potrafił udawać, że politykę traktuje jak żart.