W świecie Muminków - jak wiadomo - zdarzyć się może wszystko. Ale nawet jeśli dojdzie do wybuchu wulkanu, powodzi i zalania domu, nikt nie załamuje rąk. Mama Muminka co prawda martwi się, jak wypije poranną kawę, ale przecież wystarczy zrobić dziurę w podłodze i zanurkować w kuchni. Gdy poziom wody się podnosi, można wynieść meble na dach. A gdy i to nie wystarczy, zawsze trafi się jakiś pływający dom, w którym da się schować. Dom, który okaże się teatrem pełnym kolorowych kostiumów, bibelotów i Muminkom całkowicie nieznanych rekwizytów.
"Lato Muminków" zrobili już w latach 70. Polacy w Se-Ma-Forze, tyle że w formie telewizyjnego serialu, który teraz został dzięki Finom zmieniony w pełnometrażowy film. Pozostało więc to, co tak bardzo spodobało się autorce pierwowzoru Tove Jansson: klasyczna, poklatkowa animacja, która na szczęście nawet nie udaje, że chce być realistyczna. Muminkowy świat został jednak w "Lecie " nieco wygładzony - i to nie tylko dlatego, że nie pojawia się tu ani na chwilę Buka: jak mówi moja córka, "zimna, większa od innych, ale tęskniąca za rodziną".
Mała Mi co prawda psoci i tym razem, ale jej wredny charakter został nieco w filmie utemperowany. Włóczykij znów ma duszę alterglobalisty i anarchisty (chociaż z mocnym kręgosłupem moralnym), ale aura tajemnicy wokół tej postaci zostaje w "Lecie " nieco sprowadzona na ziemię. Nieuleczalnym marzycielem na szczęście pozostał Tata Muminka - to on - gdy tylko dowiaduje się, co to teatr - zaczyna pisać swoją pierwszą w życiu sztukę, a gdy ginie mu syn, po krótkotrwałej rozpaczy, wraca do pracy.
To właśnie w książkach Jansson o Muminkach najciekawsze: jej świat nie jest cukierkowy, bohaterowie mają skazy (może poza zawsze szczerym Muminkiem), a to, co szlachetne zawsze rywalizuje z tym, co mroczne, samolubne, niebajkowe. Coś z tego ducha w "Lecie Muminków" zostało, nawet jeśli autorzy polskiego serialu z potraktowaniem swojego materiału mogliby się nie do końca zgodzić (nowością jest też dubbing - w pierwotnej wersji odzywał się wyłącznie narrator). Najmłodsze dzieci będą jednak bawić się znakomicie, bo to film właśnie dla nich. Film, o którym spokojnie można mówić polski, nawet jeśli w napisach końcowych nasi twórcy, o zgrozo, wymieniani są na końcu.