Raczej letnia, niespecjalnie dowcipna, ale - głównie dzięki odtwórcy głównej roli, Meradowi - całkiem sympatyczna komedia o miłośniku gwiazd filmowych. Grany przez urokliwego łysola Robert jest w separacji z żoną, a pracuje jako sprzątacz w biurze znanego aktorskiego agenta, co umożliwia mu wgląd w życie jego klientek. Robert nie poprzestaje jedynie na biernej obserwacji, ale też w ich życie ingeruje, a niekiedy je bardzo komplikuje. Zniecierpliwione jego nachalnością i poirytowane intrygami gwiazdy (Deneuve i Béart) oraz będąca jeszcze na dorobku ładniutka aktoreczka (Bernier) postanawiają w końcu kontratakować
Początkowo trochę nie wiadomo, w którą stronę to wszystko się potoczy. Czy skromny, ale niepozbawiony producenckiego nosa sprzątacz nie przekwalifikuje się na agenta? A może rozkocha w sobie którąś z urodziwych, ale niespełnionych w życiu osobistym aktorek? (Mało prawdopodobne, ale w komediach romantycznych nie takie "mezalianse" oglądaliśmy). Szybko jednak fabuła wskakuje na bardziej życiowe tory, sprawnie i bez większych komplikacji dojeżdżając do mało odkrywczej puenty głoszącej przewagę realistycznego myślenia nad snuciem pięknych, ale nieosiągalnych fantazji - lepszy wszak wróbel w garści niż gołąb na dachu. Po drodze otrzymujemy trochę dowcipów na temat wzajemnych animozji gwiazd i ogólnych "stosuneczków" w filmowej branży, jednak w sumie i tak najśmieszniejszy jest puchaty kot bohatera. Do filmów Webera ("Kolacja dla palantów", "Plotka") bardzo daleko, ale wstydu nie ma.