Hańba ****

Paweł Mossakowski
2009-05-22, ostatnia aktualizacja 2009-05-20 17:54
 Hańba
Hańba

Australia, RPA 2008 (Disgrace). Reż. Steve Jacobs. Aktorzy: John Malkovich, Jessica Haines, Eriq Ebouaney

Filmy
Ekranizacja świetnej powieści Johna M. Coetzeego - niezła, ale chyba zbyt ostrożna i mechaniczna. Książkowa "Hańba" jest wielowymiarowa, wypełniona bogatą treścią intelektualną, ma swoją warstwę powierzchniową, ma głębszą, alegoryczną - i film pod tym względem wytrzymuje porównanie z oryginałem. Ale trzymając się kurczowo powieściowej fabuły, robi się nieco suchy, akademicki.

Profesor Lurie (Malkovich - aktor, który potrafi grać śmiertelnie serio i z figlarnym dystansem jednocześnie) jest wykładowcą literatury na Uniwersytecie w Kapsztadzie, człowiekiem o wyrafinowanym smaku, ale cynicznym i wystudzonym emocjonalnie. Po skandalu wywołanym romansem ze studentką traci pracę i wyjeżdża do swojej córki Lucy (Haines), lesbijki mieszkającej od wielu lat na odludnej farmie. Wkrótce po jego przyjeździe Lucy pada ofiarą brutalnego gwałtu ze strony trzech czarnoskórych mężczyzn...

Tym, co najbardziej uderzające - i zarazem intrygujące - jest niechęć Lucy do odszukania i ukarania sprawców, bierny opór, jaki stawia ojcu domagającemu się wymierzenia złoczyńcom sprawiedliwości. Znalazła swoje miejsce na ziemi i za wszelką cenę nie chce go stracić? Czy pokornie przyjmuje na siebie przekleństwo "historycznej" odpowiedzialności i podświadomie uważa, że po wiekach ucisku i upokorzeń czarni mają teraz prawo do odwetu na białych? A może tylko racjonalizuje w ten sposób swoje pragnienie "świętego spokoju"? Lurie do końca tego nie rozumie, ale przy okazji tego dramatycznego wydarzenia weryfikuje swoje wyobrażenie o własnej seksualności. Wprawdzie między brutalnym gwałtem a sypianiem z zależną od siebie dziewczyną różnica jest jednak znaczna, ale jeden element pozostaje wspólny: wykorzystanie swojej przewagi, czy to siły fizycznej, czy pozycji. Dla zblazowanego świntucha uwodzącego kobiety raczej bezrefleksyjnie jest to nowe odkrycie - niełatwe, niewygodne, ale wymagające przekonstruowania całego dotychczasowego myślenia.

Ale Lurie uświadamia sobie także i inne rzeczy. To, że żyjąc w mieście, w wysublimowanym świecie romantycznej poezji i muzyki klasycznej, przebywał w sztucznej rzeczywistości, bezpiecznie oddzielonej od świata natury, z całym jej okrucieństwem. I że on sam, chcąc nie chcąc, jest tego świata częścią. Ale również, już na płytszym poziomie, także i to, że jego kraj się zmienił. Widomym, praktycznym znakiem zmiany jest to, że czarnoskóry sąsiad Lucy (Ebouaney), niegdyś skromny pomocnik przy uprawianiu ogrodu, teraz stopniowo przejmuje na własność jej ziemię i kontrolę nad jej życiem. A aż za bardzo czytelnym symbolem - rosnące w brzuchu Lucy dziecko będące owocem gwałtu (tak rodzi się nowy świat). Wizyty na prowincji, zawsze prawdziwszej niż metropolia, bywają pouczające.

"Hańba" jest filmem otwartym na wiele interpretacji. Można widzieć w nim studium przemocy (nagiej i usankcjonowanej kulturowo), można - rozważanie o ludzkiej naturze rozpiętej między zwierzęcością a sztuką, można - niewesoły portret Południowej Afryki po wyjściu z apartheidu. Ale też jako opowieść o trudnej sztuce pogodzenia ze światem. I jeszcze bodaj trudniejszej - z samym sobą.