Nie ma to jak miłość wyznana na oczach telewidzów - zwłaszcza jeśli miłość wyznaje z samego rana w lokalnej stacji telewizyjny "pogodynek": przystojny narcyz, który z ukochaną, czyli Susan, planuje właśnie ślub. Pannie młodej w dniu zaślubin szczęście jednak nie dopisuje: najpierw dowiaduje się od przyszłej teściowej, że jej dzieciom prawdopodobnie nie wyrosną kciuki. Później słyszy od przyszłego męża, że Paryż musi poczekać na lepszy czas niż miesiąc miodowy. Co gorsze jednak, w Susan trafia meteor - dziewczyna jest oszołomiona, zaczyna świecić, a podczas ceremonii zaślubin rosnąć. I to pokaźnie - głowa przestaje się mieścić pod sufitem, a gigantyczna dziewczyna sieje strach nie tylko wśród gości
Uznana zostaje szybko za odmieńca, czyli tytułowego "potwora" - dziwactwo natury, które należy umieścić w specjalnym, tajnym więzieniu. Razem z innymi odmieńcami, z których jeden jest naukowcem zmienionym w karalucha, a inny - chodzącą i niezniszczalną galaretką, Susan odkryje jednak stopniowo, że inność nie musi być straszna. I czasem może nawet pomóc uratować świat.
Film próbuje zaimponować głównie efektami trójwymiarowymi - te są zręczne, trudno zaprzeczyć, ale na pełnometrażową animację to trochę mało. Ciekawy skądinąd pomysł wyjściowy zmienia się w nudną i wtórną fabułę o dobrych "potworach", które walczą ze złymi "obcymi" z innej planety. Nie brakuje rozwalających się mostów, demolowanych samolotów i starć z armią głupich, ale groźnych, kosmicznych klonów, są nawet żarty z amerykańskiego prezydenta i telewizyjnego gwiazdorstwa, ale wszystko to na nic, skoro postaci - nawet pozbawiona mózgu, chodząca galaretka - nie potrafią wzbudzić sympatii lub choćby rozśmieszyć. Starsze dzieci na pokazie nie narzekały, te najmłodsze wydawały co jakiś czas okrzyki przerażenia (przemocy i huku jest tu jednak dość sporo). I dla jednych, i dla drugich jest to jednak pozycja absolutnie nieobowiązkowa.