Stan gry ****

Paweł Mossakowski
2009-05-29, ostatnia aktualizacja 2009-05-27 23:35
 Stan gry
Stan gry

USA (State of Play). Reż. Kevin MacDonald. Aktorzy: Russell Crowe, Ben Affleck, Rachel McAdams, Robin Wright Penn, Helen Mirren, Jason Bateman

Filmy
Konwencjonalny, nie do końca spójny, ale całkiem przyzwoity thriller polityczny będący amerykańskim remakiem krótkiego serialu telewizyjnego nadawanego przez BBC sześć lat temu. Jest w nim coś sympatycznie staroświeckiego, odwołującego do filmów tego gatunku z lat 70., typu "Trzy dni kondora" czy "Wszyscy ludzie prezydenta" - mówię rzecz jasna o kolorycie, nie o jakości. Nieco nostalgiczny jego charakter podkreśla też postać głównego bohatera, oldskulowego dziennikarza, ostatniego Mohikanina prasy papierowej wypieranej przez wydania internetowe. Być może jest to w ogóle ostatni film, w którym pada kwestia: "Wstrzymać druk!". W kolejnych zastąpi ją: "Na razie nie klikaj".

Owego weterana nazwiskiem McAffrey, reportera śledczego waszyngtońskiego dziennika, gra Russell Crowe - i jego tutejsza ekranowa prezencja będzie stanowić nie lada wyzwanie dla miłośniczek urody tego aktora. Crowe jest roztyty, baryłkowaty, nosi długie, nie całkiem domyte włosy i ogólnie wygląda jak jaskiniowiec, ale to on "trzyma" film. Można się tylko cieszyć, że Brad Pitt nie przyjął jego roli.

McAffrey - chodzący własnymi drogami, niechlujny, zaniedbany, jeżdżący rozklekotanym saabem, mieszkający w zabałaganionej norze, będący za pan brat z połową policjantów w mieście - prowadzi dziennikarskie śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci współpracownicy ambitnego kongresmana Collinsa (Affleck), przewodniczącego komisji badającej działalność szemranej agencji ochrony Pointcorps robiącej złote interesy na wojnie z terroryzmem. Ponieważ zabita pod kołami metra dziewczyna była kochanką (żonatego) Collinsa, media mają używanie, spekulują o samobójstwie z miłości itp. bzdurach i tylko McAffrey wpada na raczej oczywistą myśl, że śmierć ta raczej musiała mieć coś wspólnego z jej riserczerską pracą wokół podejrzanej agencji (tzw. kompleks militarno-przemysłowy był zawsze etatowym schwarzcharakterem w tego typu filmach). Jego sytuacja zawodowa jest jednak nieco dwuznaczna - był kiedyś najlepszym kumplem atakowanego polityka (w co jakoś trudno mi uwierzyć, nie tylko ze względu na różnicę ośmiu lat dzielącą obu aktorów), a także romansował z jego żoną (Wright Penn).

Nie wszystko przebiega tu tak schematycznie, jak początkowo można oczekiwać, "Stan gry" przynosi kilka niespodzianek, choć finałowy zwrot akcji wydaje się naciągany i lepiej jego logiki nie analizować. Trochę brakuje też w nim poczucia zagrożenia - jedna mocna scena na podziemnym parkingu to trochę za mało, abyśmy bali się o bohaterów. Film ogląda się jednak dobrze, zarówno dzięki świetnemu aktorstwu (Crowe'a, ale też Helen Mirren jako cierpkiej redaktorki prowadzącej i Jasona Batmana jako oślizgłego PR-owca), jak i lekko melancholijnej atmosferze końca pewnej epoki w dziennikarstwie. Stary dinozaur McAffrey sprzymierza siły z młodą blogerką operującą online (McAdams) i choć starcie tych dwóch pokoleń żurnalistów, ich odmiennych optyk i etyk, nie przynosi rewelacji, to oboje miksują się na ekranie całkiem przyjemne. No i nie dochodzi między nimi do romansu, co też filmowi zaliczam na plus. Duży plus.