Następne, po bardzo zabawnym (i równie niesmacznym) "Boracie", wcielenie Sachy Barona Cohena: jako gej z europejskiego świata mody prowadzący fikcyjny telewizyjny "fashion show" przybywa z Wiednia do Los Angeles, aby stać się "największą austriacką gwiazdą od czasów Adolfa Hitlera".
Bardzo ciekawy jestem, jak i kogo będzie teraz prowokował i czy uda mu się zachować dokumentalną autentyczność, która była jednym z głównych atutów "Borata". Jednak z zaspokojeniem swojej ciekawości będę musiał zaczekać do normalnego seansu kinowego: ten, wyłączywszy szacownego klasyka ("Gabinet dr. Caligari"), zdecydowanie najatrakcyjniejszy film weekendu wchodzi na ekrany bez pokazu prasowego.