Od tego właśnie filmu z 1919 roku zaczęła się era kinowych horrorów, które dziś straszą głównie naturalizmem i ścigają się w obrzydliwościach. "Gabinet dr. Caligari" jest inny - akt morderstwa zmienia się tu w szaleńczy taniec cieni, realizm zastąpiony zostaje podkreślającą swoją sztuczność scenografią (wszystkie wygięte budynki, dachy, drzwi są namalowane), a efekt umowności podkreśla jeszcze przesada w charakteryzacji i specyficznej grze aktorskiej. Czy to znaczy, że "Gabinet dr. Caligari" dziś już nie przeraża?
Do dziś pamiętam niezwykły pokaz tego filmu sześć lat temu na festiwalu Nowe Horyzonty w Cieszynie z grającym w roli tapera zespołem Cool Kids of Death - nieznośnie głośna muzyka przypominająca niekontrolowany jazgot sprawiała wrażenie koszmaru, z którego chciało się uciec. Tyle, że nie muzyka przerażała przecież przede wszystkim, ale film, szaleństwo kamery i reżysera.
O filmie Roberta Wienego napisano już mnóstwo - o jego ekspresjonistycznej poetyce i politycznej wymowie (tak, ten horror miał być metaforą autorytarnych rządów w Niemczech) również. Tę historię dziwacznego, otyłego doktora, który podczas ulicznego jarmarku demonstruje publiczności swoją władzę nad zahipnotyzowanym somnambulikiem, a nocami zleca kolejne morderstwa, warto jednak obejrzeć raz jeszcze - koniecznie na dużym ekranie. Chociaż finał sugeruje, że cała opowieść zrodziła się w chorej głowie pacjenta szpitala psychiatrycznego, ta wizja oszalałego świata, który sprawia wrażenie, że za chwilę się rozpadnie, wciąż działa. Na tyle mocno, że wobec wyraźnej puenty pozostaję sceptyczny: może doktor Caligari (Krauss) istniał naprawdę, a Francisa (Feher) zamknięto w wariatkowie tylko dlatego, że wiedział za dużo? Trochę oczywiście żartuję, ale tylko dlatego, że w tym skrajnie teatralnym arcydziele sprzed lat tak genialnie przeplatają się światy "prawdziwe" i "wyobrażone", "normalne" i "szaleńcze", że trudno wyjść z kina w poczuciu spokoju. Nawet jeśli to raczej zasługa klimatu i formy niż samej fabuły, dobrze, że ktoś postanowił "Gabinet dr. Caligari" odkurzyć. Ciekawe, ile dziś powstających horrorów zachowa podobną świeżość za sto lat?