Wrogowie publiczni ***

Paweł Mossakowski
2009-07-17, ostatnia aktualizacja 2009-07-15 19:38

USA 2009 (Public Enemies). Reż. Michael Mann. Aktorzy: Johnny Depp, Christian Bale, Marion Cotillard, Billy Crudup

Public Enemies
Public Enemies
Michael Mann jest jednym z najwybitniejszych z działających obecnie reżyserów amerykańskich, więc jego opowieść o legendarnym rabusiu epoki Wielkiego Kryzysu Johnie Dillingerze oczywiście wyrasta znacznie ponad poziom filmowej sieczki, jaką nam tego lata fundują dystrybutorzy. Tym niemniej "Wrogowie publiczni" (a właściwie jeden) rozczarowują - choć Mann odwołuje się tu do swojego ulubionego schematu (zawzięty przedstawiciel prawa ściga zatwardziałego przestępcę) film nie ma intensywności i mitologizującego wymiaru "Gorączki". Jest pierwszorzędnie, z detaliczną precyzją szczegółu zainscenizowany i zrealizowany - ale jak na twórcę tej klasy to trochę mało.

Jest rok 1933. Dillinger (Depp) po brawurowej ucieczce ze stanowego więzienia nadal robi to, co przyniosło mu sławę, czyli okrada banki. Władze mają tego dość: szef nowo powstałego FBI Edgar Hoover (bardzo dobry Crudup) proklamuje wojnę z przestępczością i wysyła przeciwko bezczelnemu opryszkowi swojego najlepszego agenta Purvisa (Bale). Mamy tu również love story: Dillinger podbija swoim dandysowskim wdziękiem początkowo nieufną pół Francuzkę, pół Indiankę Billie (zdobywczyni Oscara za rolę Edith Piaf, Cotillard).

Oparty na daleko ciekawszej, reporterskiej książce Bryana Burrougha film ukazuje Dillingera jako urokliwego i eleganckiego szubrawca (z niezbędną porcją romantyzmu, jak to zwykle w filmach gangsterskich), choć nie wyjaśnia, dlaczego właściwie stał się ludowym bohaterem w stylu "Robin Hooda". Bo okradał banki, a oszczędzał ich klientów? Bo nie potrafił - w przeciwieństwie do tropiącego go Purvisa - zabijać z zimną krwią? U Burrougha jest to wyraźniejsze: banki w czasach kryzysu były instytucjami bardzo nielubianymi, obwiniano je o wszystkie możliwe nieszczęścia - ale ten historyczny (czy tylko?) szczegół do wizji Manna nie przenika.

Dillinger miał być też "ostatnim samotnym wilkiem". W epoce rodzących się przestępczych syndykatów jego niezależność zaczynała przeszkadzać mafijnym bossom: aktywizując policję, "psuł interes". Nie wiem jednak, czy wszystko to, nawet uzupełnione o ekranową charyzmę Deppa, wystarczy, aby go polubić i kibicować mu w rozgrywce z władzą. Z drugiej strony Purvis też nie wywołuje szczególnej sympatii: jest chłodny, zdyscyplinowany i nudny - wydaje się "wcieleniem prawa", a nie żywym człowiekiem. Gdy jego koledzy z FBI torturują aresztantów (kolejna aluzja do współczesności), ostro interweniuje, ale ten jeden ludzki gest niewiele pomaga. W efekcie film jest emocjonalnie neutralny i niezbyt wciągający.

Nie ma też w nim zbyt wiele napięcia (najwięcej pod koniec, gdy pętla obławy się zaciska i w jednej z wcześniejszych scen, gdy Dillinger w skradzionym policyjnym wozie staje na skrzyżowaniu na czerwonych światłach). Aktorstwo jest bardzo dobrej próby, ale niepowalające: Depp np. gra tu bardzo serio, trochę jak Delon w starych francuskich kryminałach, podczas gdy jego postaci przydałoby się chyba trochę więcej luzu i nonszalancji. Niespecjalnie sprawdza się tu też cyfrowa "high definition", na której rejestrowany jest obraz.

W sumie - typowy rak na bezrybiu.



  • Wrogowie publiczni *** albo09 28.07.09, 00:27

    Chciałabym napisać kilka słów od siebie, jestem na świeżo po obejrzeniu filmui palę się do tego, żeby podzielić się wrażeniami.Przyznam (ze wstydem), że nie oglądałam "Gorączki", a w każdym »