Kac Vegas ****

Paweł Mossakowski
2009-08-07, ostatnia aktualizacja 2009-08-05 14:27
"Kac Vegas"
Fot. mat. prasowe

USA 2009 (The Hangover). Reż. Todd Philips. Aktorzy: Bradley Cooper, Ed Helms, Zach Galifianakis, Heather Graham, Justin Bartha

Filmy
Ten film mógłby powstać w Polsce. Sytuacja wyjściowa jest bowiem doskonale znana wielu naszym rodakom: poranne przebudzenie po alkoholowym przyjęciu, a w pękającej z bólu głowie pustka, po której tłucze się dręczące pytanie - co to się wczoraj działo?

To swojskie doświadczenie staje się udziałem trójki naszych bohaterów: żonatego nauczyciela Phila (Cooper), dentysty Stu (Helms) i matołkowatego brodacza Alana (Galifianakis). Są oni drużbami przyszłego pana młodego Douga (Bartha), w towarzystwie którego przyjechali na wieczór kawalerski do Las Vegas. Popijali wczoraj likier ziołowy na dachu hotelu... a teraz budzą się skacowani w zdemolowanym apartamencie, po którym spaceruje kura, w łazience krąży tygrys, a w szafie siedzi niemowlak. Żaden z nich nie pamięta, co się wydarzyło (jak się potem okazuje, nie tylko alkohol był w użyciu), a co gorsza, zniknął gdzieś Doug (a ślub już jutro). Ruszają więc na jego poszukiwania, a przy okazji rekonstruują przebieg szalonej nocy...

Jej szczegółów nie zdradzę, powiem tylko, że chłopcy narozrabiali nieźle, w następstwie czego czeka ich spotkanie z bardzo wkurzonym Mikiem Tysonem, sympatyczną prostytutką (Graham), chińskimi gangsterami oraz, oczywiście, policją.

Choć ich przygody są zupełnie nieprawdopodobne (a obecność kury w pokoju nigdy niewyjaśniona), humor filmu niejednokrotnie narusza poczucie dobrego smaku, a niektóre dowcipy są idiotyczne, "Kac Las Vegas" jest niewątpliwie najlepszą - obok "Bruna" - komedią ostatnich miesięcy. Daleko mu, oczywiście, do ekstremalności (we wszystkich znaczeniach tego słowa) filmu Sachy Cohena, ale tzw. poprawność polityczna nie jest jego mocną stroną: przyciężki umysłowo Alan (brat panny młodej) ma za sobą wyrok za pedofilię, a narkotyk, jaki chłopcy pomyłkowo zażywają, kojarzy mi się zupełnie niekomediowo. Tym niemniej sama "jazda" jest szybka, pomysłowa i obfitująca w bardzo zabawne sytuacje.

Osoba, w towarzystwie której film oglądałem, zarzuciła mu "antykobiecość", co wydaje mi się przesadą: panie - z wyjątkiem megierowatej narzeczonej Eda - są tu raczej nijakie i słabo obecne. Panowie zresztą nie prezentują się lepiej. Pomijam już, że cały film jest manifestacją męskiej niedojrzałości i infantylności - każdy z tych 30-latków jest niedorostkiem podszyty - to nawet indywidualnie żaden z nich początkowo nie budzi sympatii: Doug jest nudny (na szczęście znika), Phil malwersuje pieniądze na szkolną wycieczkę, Stu jest krętaczem i pantoflarzem, o wielkim bobasie Alanie nie ma co wspominać. Im jednak więcej się dowiadują o swoich nocnych wyczynach (co sprawia, że czują się coraz koszmarniej), tym bardziej im współczujemy. A na końcu nawet lubimy.