Bohaterem ostatniego filmu Wendersa jest fotograf Finn (grany przez znużonego wokalistę Die Toten Hosen - Campino), który ma na swoim koncie sukcesy artystyczne, ale coraz częściej chałturzy na sesjach modowych. Zgodnie z filmową tradycją ciągnącą się przynajmniej od "Powiększenia" Antonioniego jako przedstawiciel tej profesji żywot wiedzie wprost bajeczny: duże pieniądze, sportowy kabriolet, wokół urodziwe kobiety... Ale oczywiście odczuwa też dręczącą pustkę tej - tylko na oko bardzo atrakcyjnej - egzystencji.
Jej powierzchowność i nieautentyczność uświadamia sobie ostatecznie wskutek niedoszłego wypadku samochodowego, w którym ociera się o śmierć, oraz rozmowy z dociekliwą studentką fotografii, która zwraca mu uwagę, że cyfrowa technika pozwala na nieograniczoną manipulację wizualną stawiającą pod znakiem zapytania samo pojęcie rzeczywistości. "Jedźmy do Palermo", radzi mu jego ostatnia modelka (Milla Jovovich w zaawansowanej ciąży), "tam wszystko jest bardziej realne".
Finn idzie za jej radą, ale choć w tym sycylijskim mieście poznaje piękną i młodą konserwatorkę malarstwa (a więc osobę ratującą prawdziwą sztukę), nie może się uwolnić od widma własnej śmierci. Zmora ta przybiera postać łysego osobnika w kapturze (Hopper) ostrzeliwującego go wytrwale z łuku...
Wenders często balansował na granicy nabzdyczonej pretensjonalności, ale tutaj zdecydowanie ją przekracza. "Spotkanie w Palermo" bardzo powierzchownie przypomina jego "Lisbon Story", ale o ile nakręcony 15 lat temu film był subtelny i poetycki, ten jest toporną celebracją metafizycznego banału. Jego główne sceny - Finn pada trafiony strzałą w pierś do wody, Finn zsuwa się z drzewa, aby pogawędzić z sędziwym inwestorem finansowym, który zajął się amatorskim wypasem owiec (nie ma jak powrót do natury, kasa to gówno), a zwłaszcza już Finn przerzucający się filozoficznymi sentencjami z ucieleśnioną w łuczniku Śmiercią - są niezamierzenie groteskowe. Dobra jest tylko muzyka, jaką Finn sączy sobie do ucha przez słuchawki iPoda oraz wykraczające poza turystyczną normę widoki Palermo. Reszta jest mimowolnym naigrywaniem się z artystycznego dziedzictwa dwóch wielkich zmarłych reżyserów - Antonioniego i Bergmana - którym niemiecki reżyser zadedykował swój poroniony utwór.