Kolejna odsłona teledyskowej opowieści o paryskiej dzielnicy, w której różnego kalibru mafiosi tworzą państwo w państwie - miejsce, gdzie obowiązują brutalne reguły gry, gdzie broń i narkotyki (np. w arbuzach) pomagają sprzedawać dzieci i staruszki, a policja boi się zaglądać. W filmie Alessandrina podziały okazują się zresztą skomplikowane: są gangsterzy źli i gangsterzy dobrzy, policjanci szlachetni i policjanci skorumpowani. Policjant dobry łapie więc oprychów, ale policjant zły mu przeszkadza, bo chce 13. dzielnicę wysadzić w powietrze. Dobremu policjantowi pomaga więc dobry gangster, dobremu gangsterowi pomagają gangsterzy źli, wszyscy razem próbują dorwać złego policjanta, bo w końcu nawet prezydent Francji (Torreton) nie jest tak okropny, na jakiego wygląda
Policjantem dobrym jest Damien (Raffaelli), agent od zadań niemożliwych: fruwa między dachami, radzi sobie bez trudu z całą bandą oprychów, a gdy trzeba w bijatyce potrafi posłużyć się obrazem van Gogha, który pozostaje - mimo latających noży, świszczących kul i rozdmuchanej mąki - nietknięty. Niezniszczalny jest też dobry gangster, czyli Leito (Belle), przyjaciel Damiena z dzieciństwa, lokalny patriota nieustępujący koledze w akrobatycznej sprawności. Dzięki nim właśnie w tej wymyślonej przez Luca Bessona bajce spotkać się mogą ta "gorsza" Francja z tą "lepszą" - spotkać, poklepać po plecach i wypalić w gabinecie prezydenckim cygara: fajnie jest przecież, prawda?
Widać zresztą, że z głupoty fabularnych rozwiązań twórcy zdawali sobie sprawę - wszystko jest tu niby prawdziwe, aktualne, odniesione do paryskiej rzeczywistości, a jednocześnie umowne jak komputerowa gra, podlane (tępawym zresztą) humorem i skąpane w kaskaderskich, ale też montażowo-wizualnych fajerwerkach. W sam raz na odmóżdżający, popcornowy produkt, z którego wniosek płynie jeden: zawsze lepiej mieć wytatuowaną, eksponującą biust i "niszczącą" wrogów swoim warkoczem szefową (Yung) niż poczciwego, zagubionego w świecie fajtłapę nazywanego przez wszystkich prezydentem.