Brzydka prawda **

Paweł Mossakowski
2009-09-04, ostatnia aktualizacja 2009-09-02 17:07

USA 2009 (The Ugly Truth). Reż. Robert Luketic. Aktorzy: Katherine Helgl, Gerard Butler, Eric Winter

Słodka blondyna Katherine Heigl specjalizuje się w rolach kobiet, które odnoszą sukcesy zawodowe, ale nie potrafią sobie znaleźć odpowiedniego faceta ("Wpadka", "27 sukienek"). Zgodnie z tą tradycją gra tutaj Abby, producentkę porannego programu telewizyjnego w Sacramento, mającą, oczywiście, niesatysfakcjonujące życie osobiste. Abby wyobraża sobie, że jej samotność wynika ze zbyt władczej i dominującej postawy wobec mężczyzn. W rzeczywistości jest po prostu chorobliwie zorganizowaną i nudną pedantką (na randkę idzie z gotową listą tematów do rozmowy!). Gdy jej program osiąga coraz słabsze wyniki oglądalności, szefostwo telewizji decyduje się doprosić do niego chamowatego macho, Mike'a (Butler z "300") prowadzącego w lokalnej kablówce męsko-szowinistyczny show "Brzydka prawda". Abby jest oburzona, co nie przeszkadza jej zaangażować Mike'a jako swojego osobistego doradcę w sprawach męsko-damskich (psychologia w tym filmie to czyste science fiction) mającego pomóc jej w zdobyciu serca przystojnego sąsiada, z zawodu chirurga ortopedy (piękny jak model i równie ekspresyjny Winter)...

Pomysł zacny, rodem z "Cyrano de Bergeraca", acz porady Mike'a są trochę mało wyszukane (ubierz się jak dziwka, śmiej się z jego najgłupszych dowcipów, jedz powoli i aluzyjnie hot doga itp.) - tak jak w ogóle humor tego filmu. Jego apogeum stanowi scena, w której Abby na kolację z szefostwem TV wkłada "wibrujące majtki", a pilot do ich obsługi wpada w ręce chłopca siedzącego przy sąsiednim stoliku; efektem jest marna imitacja fałszywego orgazmu Meg Ryan z "Kiedy Harry spotkał Sally". Tym, co zresztą najbardziej odróżnia tę komedię romantyczną od setek innych przedstawicieli tego powoli usychającego gatunku, jest stopień sprośności: świntuszy się tu znacznie powyżej normy, tak jakby chcąc ożenić klasyczny, kobiecy "komrom" z bardzo obecnie modnymi, "chłopackimi" komediami Apatowa. Nie bardzo to razem idzie, choć trzeba przyznać, że jest kilka momentów autentycznie śmiesznych.

Jak się fabuła rozwinie, zgadnąć jest nietrudno: sztywniacka Abby nie tylko przejmie teorie kobiecości naszego drogiego troglodyty, ale i zainteresuje się nim samym (choć przejście od nienawiści do miłości jest tutaj wyjątkowo mało wiarygodne). Jedyną niespodzianką jest tylko to, że scenariusz do tego ultraseksistowskiego filmu napisały kobiety. I to aż trzy!