Galerianki ***

PAWEŁ T. FELIS
2009-09-25, ostatnia aktualizacja 2009-09-23 23:10
Kadr z filmu
Kadr z filmu "Galerianki"

Polska 2009. Reż. Katarzyna Rosłaniec. Aktorzy: Anna Karczmarczyk, Dagmara Krasowska, Dominika Gwit, Magdalena Ciurzyńska, Iza Kuna, Artur Barciś

Filmy
W filmie Katarzyny Rosłaniec seks jest dla trójki dziewczyn nowym środkiem płatniczym: gimnazjalistki "dają radę" (jak mówi jeden z bohaterów), a sponsorzy dziękują - nową bluzką, sukienką, zegarkiem, czasem może telefonem. Wystarczy łazienka albo samochód, szybki numerek oznacza szybką transakcję. Potem tylko wypłukać ślady z części intymnych i do szkoły, do klubu, najmniej chętnie do domu.

W "Galeriankach" więcej jest zresztą muzyki niż seksu - ten pozornie szokujący film przaśną, fizjologiczną erotykę w wydaniu gimnazjalistek redukuje do minimum. "To tak chcesz zaspokoić dziewczynę? Dwoma pchnięciami?" - pyta niedoświadczonego, zakochanego w niej prawiczka główna bohaterka Alicja (Karczmarczyk). Nieefektowna szara myszka ze wstydliwie dużym telefonem komórkowym, która pod wpływem znacznie bardziej uświadomionych koleżanek zmieni się szybko w pyskatą disco girl.

Ta oczywista od pierwszych minut przemiana bohaterki drażni, bo Alicja - jak jej koleżanki - to jedynie skrojona według z góry założonej tezy marionetka. "Galerianki" przypominają zresztą tak lubiane przez bohaterki centrum handlowe - z wierzchu pstrokate i bijące błyskotkami po oczach, a w środku puste.

Zgodnie z czarno-białym schematem w filmie Rosłaniec są wyłącznie dziarscy macho i zakompleksieni wrażliwcy, potulne dziewczyny i wyszczekane, "galeryjne" wyjadaczki. Nie wierzę w ich sztuczny język, tak jak nie wierzę w wykreowany w "Galeriankach" świat - pozbawiony niuansów, publicystyczny plakat zainspirowany skądinąd ważnym zjawiskiem nieletniej, przybierającej nowe formy prostytucji. W sensie psychologicznym, socjologicznym i artystycznym film oferuje banały - konsumpcyjna mentalność każe szukać młodym łatwych pieniędzy na błyskotki, w rodzinach nikt z dziećmi nie rozmawia, samotność i niedojrzałość odreagować trzeba przez agresję i groteskowy bunt. W tym upraszczającym spojrzeniu na bohaterów widać fałsz, manierę łatwego dydaktyzmu, protekcjonalny dystans kogoś, kto patrzy z zewnątrz.

Są na szczęście momenty, kiedy udaje się poza schemat wyjść. Takim przebłyskiem jest parę scen między Alą i Mileną (Krasowska), dzięki którym ich oparta na zazdrości relacja ma coś z nieszczęśliwej miłości. Świetni są Iza Kuna i Artur Barciś - dwoje niepatologicznych rodziców, którzy uświadamiają sobie nagle, że światy ich i dziecka rozjechały się bezpowrotnie. Ważny jest wreszcie wątek przerażającej naiwności w sprawach seksu, seksualnych przesądów, które nawet doświadczonym erotycznie gimnazjalistkom zastępują podstawową ochronę - nie tylko przed ciążą.

Nie wiem, czy "Galerianki" spełnią funkcję edukacyjną, nie jestem nawet pewien, czy od tego właśnie jest kino. Co powiedziałaby ewentualnemu widzowi pyskata Milena? Pewnie rzuciłaby od niechcenia: "Jak chcesz oglądać staroświeckie powiastki z morałem, to jak chcesz".

  • Galerianki *** yarghuzzz 25.09.09, 18:46

    Serdecznie dziękuję za recenzję, choć i tak uważam, że trzy gwiazdki są nawyrost i wyłącznie za tematykę. Pan Felis celnie wskazał największe słabiznyfilmu - operowanie schematami, »