Klopsiki i inne zjawiska pogodowe ****

PAWEŁ T. FELIS
2009-09-25, ostatnia aktualizacja 2009-09-23 23:11
Klopsiki oraz inne zjawiska pogodowe
Klopsiki oraz inne zjawiska pogodowe
Klopsiki oraz inne zjawiska pogodowe

USA 2009 (Cloudy with a Chance of Meatballs). Reż. Phil Lord. W wersji polskiej: Jacek Bończyk, Monika Pikuła, Piotr Bąk, Miłogost Reczek, Jakub Szydłowski

Bajkowa animacja Sony Picture jest wyraźnym zaprzeczeniem pamiętnego "Ratatuja" - pieczołowicie przygotowywane, wykwintne dania zastępuje tym razem powszechnie dostępny junk food, kulinarny artyzm wypchnięty zostaje przez kulinarną maszynerię, smakową oryginalność miażdży masowa produkcja. I to dosłownie: dzięki poczciwemu wynalazcy Flintowi w "Klopsikach i innych zjawiskach pogodowych" z nieba lecą hamburgery, steki, smażone jajka, lody i cukierki. Można jeść do woli, a raczej żreć na potęgę, co robi zresztą burmistrz słynącego dotąd z sardynek miasteczka Swallow Falls, przez co zmienia się w wiecznie głodną, monstrualną beczkę pochłaniającą wszystko, co pojawi się na drodze.

Konstruktor maszyny zmieniającej wodę w jedzenie miał oczywiście dobre intencje: Flint po serii nieudanych wynalazków (jak buty w sprayu) chce zabłysnąć wśród miejscowej ludności, a "maszynę rakietę" wypuszcza w niebo zupełnym przypadkiem. Przy okazji niszczy karierę początkującej dziennikarki pogodynki, by niedługo później dać jej światowego newsa: deszcz steków, hamburgerów czy spadającego z nieba spaghetti nie zdarza się przecież co dzień. Flint dostaje coraz więcej zamówień od mieszkańców, coraz bardziej przeciążona maszyna produkuje coraz większe dania, aż do gradu monstrualnych jajecznic i falujących, wielgaśnych makaronów, które niczym trąba powietrzna niszczą wszystko.

Widać od razu, że fabularnie oparte na powieści Judi Barrett "Klopsiki " próbują wyjść poza typowy zestaw motywów do znudzenia eksploatowanych przez animowane superprodukcje: jest tu oczywiście młodzieniec fajtłapa, jest synowski kompleks wobec ojca i rozwijający się w tle romans wynalazcy i dziennikarki, ale jest też mocna satyra na amerykańską maszynerię wypluwającą fabrycznie klonowane produkty śmieci (co nie dotyczy tylko jedzenia). "Klopsiki " mają coś z ducha głośnego dokumentu "Super Size Me" - choćby dlatego, że eksponują marketingowo pobudzaną pazerność: im większe jedzenie, tym lepiej, każdy produkt najlepszy jest w wersji "large", a jeśli jest tani (lub - jak w tym wypadku - za darmo), to szczęście nie zna już granic.

Czy ta antykonsumpcyjna myśl dotrze do najmłodszych widzów? Być może tak - spełnione dziecięce marzenia o dostępnych na wyciągnięcie ręki stosach cukierków czy lodów kończą się tutaj dla bohaterów fatalnie. Poza wszystkim jest w zrealizowanych w 3D "Klopsikach " parę niezłych pomysłów, jak choćby wielki zamek, w którym wszystko - nawet fortepian - zrobione jest z galaretki. Żadnej Ameryki - nomen omen - film oczywiście nie odkrywa, do "Ratatuja" sporo mu brakuje, ale na tle animowanych produktów średniej klasy to rzecz (tylko i aż) przyzwoita. Rację miał jednak Machulski w "Kingsajzie": "Bo gdy się mało do podziału ma/ zmniejsza się ludzi i muzyczka gra/ małe jest piękne, każdy z nas to wie"