Przerwane objęcia *****

Paweł Mossakowski
2009-09-25, ostatnia aktualizacja 2009-09-23 23:14
 Przerwane objęcia
Przerwane objęcia

Hiszpania 2009 (Los Abrazos rotos). Reż. Pedro Almodóvar. Aktorzy: Lluis Homar, Penelope Cruz, José Luis Gomez, Blanca Tortillo, Ruben Ochandiano

"Przerwane objęcia" mogą wprawdzie nieco rozczarować miłośników Pedro Almodóvara, ale nie przesadzajmy: nie można od mistrzów wymagać, aby za każdym występem bili rekord świata - wystarczy, że osiągają bardzo dobry wynik. Choć film jest niewątpliwie słabszy od największych osiągnięć hiszpańskiego reżysera ("Volver", "Porozmawiaj z nią", "Wszystko o mojej matce"), wciąż pozostaje utworem dużej klasy: inteligentnym, stylowym i bezbłędnym formalnie.

Jego akcja rozgrywa się naprzemiennie w teraźniejszości i w niezbyt odległej przeszłości (warto zwrócić uwagę na fantastyczną robotę montażysty, dzięki któremu przeskoki w czasie dokonują się niezwykle gładko). Zaczynamy we współczesnym Madrycie. Niewidomy scenarzysta w mocno średnim wieku (niegdyś reżyser filmowy), piszący pod pseudonimem Harry Caine (Homar), dowiaduje się o śmierci bogatego finansisty Martela (Gomez). Nie jest to dla Caine'a postać obojętna: 14 lat wcześniej Martel był producentem jego filmu oraz (już wówczas leciwym) kochankiem pięknej Leny (Cruz, dokonująca tu swoistego przeglądu gwiazd - od Marilyn Monroe do Audrey Hepburn). Lena - choć amatorka - zagrała w owym filmie główną rolę, a w trakcie jego kręcenia między nią a reżyserującym go Caine'em (wówczas używającym nazwiska Mateo Blanco) wybuchł namiętny romans...

Oponenci filmu zarzucają mu, że Almodóvar nie mówi w nim nic nowego i tylko wałkuje stare tematy (miłosne pożądanie, zdrada, podwójna tożsamość, konflikt między ojcem a synem itd.). Niezupełnie. W filmie najważniejszy jest fatalny trójkąt: miłość - film - pieniądze zapewniające władzę, a wewnątrz niego Almodóvar się jeszcze nie poruszał (choć przyczynki się zdarzały). Zaś wnioski, które z niego wynikają (np. o naturze sztuki, nad którą twórca nie ma kontroli), są naprawdę znacznie głębsze niż ten, że lepiej nie sypiać z dziewczyną producenta.

Można mu raczej zarzucić, że opowiadając o miłości (także o miłości do kina), jest cokolwiek chłodny i zdystansowany. Przypomina nieco układankę - precyzyjną i mistrzowsko skonstruowaną - ale bardziej przemawiającą do rozumu niż do uczuć. Gdyby go oceniać "gatunkowo" - przegrałby. Jako thriller jest za mało emocjonujący. Jako melodramat - za mało wzruszający. Ale to nie jest ani thriller, ani melodramat: to jest almodowar - coś znacznie większego i piękniejszego.