Gamer *

PAWEŁ T. FELIS
2009-10-23, ostatnia aktualizacja 2009-10-21 21:26

USA 2009. Reż. Mark Neveldine, Brian Taylor. Aktorzy: Gerard Butler, John Leguizamo, Milo Ventimiglia, Michael C. Hall, Alison Lohman

Filmy
Punktem wyjścia jest tu szokująco odkrywcza teza, że przyszłość zmieni realność w wirtualność. I to w stopniu skrajnym: zamiast żyć, będziemy grać - bądź jako aktorzy, bądź jako sterujący aktorami "szefowie". Na tym właśnie zasadza się pomysł gry zwanej "Społeczeństwo", w której np. gruby i brzydki facet może być piękną i długonogą blondynką - blondynka jest co prawda osobą z krwi i kości, ale jako sterowany na odległość aktor wykonuje tylko czyjeś polecenia. Na tej samej zasadzie wykonują cudze polecenia mordercy skazani na karę śmierci (gra pod nazwą "Slayers"): mają latać z bronią i zabijać jak wirtualne postaci z komputerowej gry, ale krew i śmierć nie są na niby, a stawką dla zwycięzcy okazuje się wolność.

Nie pamiętam (choć pamięć może mnie mylić), żebym oglądał na ekranie podobnie przeciągnięte do granic wytrzymałości sekwencje strzelanek: nudne to śmiertelnie, idiotyczne niebotycznie, wlokące się w nieskończoność. Twórcy próbują rzecz jasna nadać filmowi cień sensu - jest tu choćby informatyk hiena, który dorobił się na co najmniej dwuznacznych moralnie zabawach, jest "lud", który chce "krwi i mięsa", jest nawet rzekoma ironia, gdy wciąż utrzymującym się przy życiu twardzielem skazańcem steruje niefrasobliwy nastolatek - ale jakież to oryginalne wnioski z tego wszystkiego płyną? Że czasem lepiej umrzeć, wydłubać sobie "chipa" z głowy i być przez chwilę wolnym? Że nie warto sprzedawać ciała i duszy, bo jak się spotka w realu swoją umięśnioną miłość, to nawet porozmawiać z nią nie będzie można? Być może, ale te chwytające za serce fragmenty są mi zupełnie obojętne. Dla tych, którzy do maniaków komputerowo-aktorskich rozwalanek nie należą, seans katorga.