Mniejsze zło ****

PAWEŁ T. FELIS
2009-10-23, ostatnia aktualizacja 2009-10-21 21:28
Mniejsze zło
Mniejsze zło

Polska 2009. Reż. Janusz Morgenstern. Aktorzy: Lesław Żurek, Janusz Gajos, Anna Romantowska, Wojciech Pszoniak, Borys Szyc, Tamara Arciuch, Magdalena Cielecka

W swoim najnowszym filmie Janusz Morgenstern powierzył główną rolę Lesławowi Żurkowi - gdy "Mniejsze zło" pokazywano w Gdyni, w mieście pełno było plakatów reklamujących kolorowe pismo z charakterystyczną okładką: wystylizowany na brudnego hydraulika Żurek miał emanować męską siłą niczym Brad Pitt. Przypominam o tym tylko dlatego, że w filmie Morgensterna aktor ten konsekwentnie pozbawiony jest charyzmy, uwodzi raczej wdziękiem grzecznego chłopca, a na dobrą sprawę - nie uwodzi w ogóle.

Jest przezroczysty - i taki, jak podejrzewam, był zamiar Morgensterna: Żurek gra bowiem PRL-owskiego everymana, który mimowolnie płynie z duchem czasu, nigdy pod prąd. Nie wydaje się ani zbytnio szlachetny, ani skrajnie cyniczny, raczej ucieka i szuka dróg na skróty, niż bierze się z życiem za bary. Jest jednak w tej postaci coś przejmującego - Kamil kłamie, bo kłamią wszyscy, kradnie, bo świat wokół oparty jest przecież na oszustwie. Jednocześnie ten niewyróżniający się everyman ma wyraźny rys inteligencki, zyskuje sławę jako pisarz, na dodatek pisarz z opozycyjną kartą: i literatura, i "Solidarność" przydają się, gdy można zarobić na słuchowiskach w zagranicznej rozgłośni albo gdy chce się uwieść kolejną kobietę. Nawet jeśli ani opozycjonistą, ani utalentowanym literatem się nie jest.

Oparte na powieści Janusza Andermana "Mniejsze zło" pełne jest przekory: opublikowany wiersz, dzięki któremu o Kamilu mówią nawet w telewizji, faktycznie przypomina graficzno-lingwistyczny bełkot; zakład psychiatryczny w Tworkach, gdzie bohater chowa się przed wojskiem, okazuje się nie mniej nienormalny niż świat na zewnątrz. Co ważniejsze jednak, znacznie większą sympatię niż Kamil budzi jego ojciec - Janusz Gajos genialnie gra tu politycznego lawiranta balansującego między partią a Kościołem i "Solidarnością". Budzi sympatię, bo ucząc syna, że zawsze wybierać trzeba "mniejsze zło", jest rozbrajająco szczery, boleśnie autentyczny. Kamil sam chyba nie wie, dlaczego i kiedy traci niewinność, rozkręca jedynie spiralę cwaniaczka konformisty, której sam nie potrafi przerwać.

Trzeba przyznać, że "Mniejsze zło" nakręcone jest w sposób nieco staroświecki, że inscenizowana przeszłość chwilami drażni realizacyjnym fałszem, że - m.in. poza fenomenalną parą Anna Romantowska (żona) i Janusz Gajos (mąż) - ekran wypełniają głównie pozbawione psychologicznego rysu postaci-typy, a niektóre wątki (romans Kamila z aktorką graną przez Magdalenę Cielecką) są całkowicie niewiarygodne i urwane tak, jakby twórcy nagle o nich zapomnieli. Dlaczego więc "Mniejsze zło" mimo wszystko doceniam?

Intrygująca jest tu postać szaleńca z Tworek, paranoicznie przerażonego światem, genialnego pisarza (świetny Wojciech Pszoniak). Czy rzeczywiście jest chory, czy może schował się w Tworkach, żeby przed czymś uciec? A może ma coś wspólnego z bohaterem "Mniejszego nieba", mało znanego filmu Morgensterna z 1980 r.? W tamtym filmie grany przez Romana Wilhelmiego bohater postanowił wycofać się z życia, zostawić rodzinę, pracę i zamieszkać na dworcu - właśnie tam zbudował sobie "mniejsze niebo", kawałek własnego, niezależnego świata.

Czyżby "Mniejsze zło" było rewersem tamtego obrazu sprzed blisko 30 lat? Czyżby everymani - zbyt słabi (albo zbyt silni), by stanąć do końca po jednej albo po drugiej stronie PRL-owskiej barykady - stali wówczas przed wyborem: zaakceptować reguły świata i płynąć z prądem albo w heroiczno-straceńczym geście wycofać się z życia? Nie mnie to oceniać, ale jeśli pytanie takie zadaje 87-letni dziś Janusz Morgenstern, jeden z najciekawszych polskich reżyserów, trudno je zignorować.