Najzupełniej zbyteczny "remake" słynnego musicalu Alana Parkera. Szczegółowe porównywanie z oryginałem byłoby zajęciem sadystycznym, powiem więc tylko, że o ile "Sława" ad 1980 opowiadała o realnych i autentycznych problemach uczniów nowojorskiego liceum sztuk pięknych, o tyle jej uwspółcześniona wersja jest pustą, kolorową wydmuszką najwyraźniej utoczoną z myślą o tłumach walących (także w Polsce) na "High School Musical". Czy powtórzy sukces tego młodzieżowego hitu, wątpię, gdyż nie ma w niej jednego drobiazgu - bohatera. Owszem, mamy tu blisko tuzin postaci (Zbuntowany Czarnoskóry Nastolatek - grany zresztą przez 25-latka - Nieśmiała i Ambitna, Filmowy Frik itd.), których losy śledzimy podczas czterech lat nauki w elitarnej szkole, ale przy żadnej z nich nie możemy się zatrzymać na dłużej i żadnej z nich towarzyszyć: przy tej liczbie żaden z indywidualnych wątków nie może się porządnie rozwinąć - ci ludzie się nawet fizycznie nie zmieniają!
Tak jak sztampowe i z grubsza naszkicowane są postacie, tak schematyczne i stereotypowe są dylematy, przed którymi niekiedy stają: oto jedna dziewczyna chce śpiewać hip-hop, ale tata upiera się, aby grała muzykę klasyczną, oto druga chce dostać rolę w filmie, idzie do przyczepy młodego aktora, ale ten za wstawiennictwo domaga się erotycznych świadczeń itp. Wszystko jest tu grzeczne, niewinne i poczciwe jak w szkolnej czytance - tak jakby to liceum dla utalentowanej młodzieży znajdowało się przy Ulicy Sezamkowej. Nie ma tu też właściwie fabuły i gdyby np. nic niewiedzący widz wszedł w środku "Sławy", mógłby odnieść wrażenie, że ogląda jakiś kronikarski dokument - tyle że fałszywy i bardzo nieciekawy.