Jest wiosna 1961 roku i na kazachskim kosmodromie trwają ostatnie przygotowania przed wysłaniem pierwszego człowieka w kosmos, ale opiekujący się grupą lotników - kandydatów do tej niebezpiecznej misji - doktor Danił Pokrowski (gruziński aktor Ninidze) targany jest wątpliwościami: czy dla szczytnej idei podboju przestworzy można ryzykować ludzkie życie? Rozdarty jest również w swoim życiu uczuciowym, miotając się między żoną, moskiewską lekarką Niną (Khamatowa), i prostoduszną, oddaną mu kochanką, młodą Kazaszką Wierą (Szewielowa)...
Początek lat 60. był w Związku Radzieckim okresem największej "odwilży" po stalinowskim mrozie i wydaje mi się, że reżyserowi udało się atmosferę tej niedługiej chwili uchwycić. W "Papierowym żołnierzu" usuwa się ślady po niedawnej epoce represji, której ofiarami padli i rodzice Daniła, i jego żony: pali się baraki łagru znajdującego się nieopodal kosmodromu i zabija psy, które służyły do pilnowania osadzonych, a teraz są bezużyteczne - bardzo niejednoznaczny jest ten obraz postalinowskich porządków. Jednocześnie handluje się kiczowatymi portretami Wodza oprawionymi w rozświetlone ramy jak święte obrazki. Myśli się jeszcze w kategoriach wielkiej idei (dla naiwnego Pokrowskiego lot w kosmos jest szansą na przezwyciężenie cywilizacyjnego zacofania kraju), ale rozważa już ludzkie koszty jej realizacji. Albo po prostu porzuca idee i pragmatycznie szuka dla siebie wygodnego miejsca w rzeczywistości - jak Nina niemająca złudzeń co do natury systemu, w którym żyje, ani charakteru programu kosmicznego, w którego pracach uczestniczy jej idealistyczny małżonek.
To rozdarcie widać nie tylko w ludziach, ale i w świecie zewnętrznym. Kosmodrom, na którym ma dojść do wiekopomnego wydarzenia, to rozgrzebany plac budowy na ponurym, smaganym wiatrem kazachskim stepie, w którego błocie potrafi utknąć samochód wiozący pierwszego kosmonautę na miejsce startu rakiety. Rozdwojenie obejmuje też język: dialogi w "Papierowym żołnierzu" są parodystyczne, żartobliwie ironiczne - nie rozmawia się, ale przekomarza, sonduje reakcje drugiej strony, umieszcza w bezpiecznej, unoszącej się nad ziemią stratosferze dowcipu. Co ciekawe, czynią tak zarówno moskiewscy inteligenci, przyjaciele Daniła i Niny, jak i szykujący się do podboju kosmosu piloci - zarówno jedni, jak i drudzy próbują żartem przegnać niepokój, uciszyć napięcie.
Podejrzewam, że dla wielu widzów utrzymane w tym stylu dialogi, podobnie jak - wywodzące się wprost z Czechowowskiego "Wujaszka Wani" - monologi udręczonego bohatera, będą brzmiały sztucznie, drażniąco i pretensjonalnie. Ja ich tak nie odbierałem - wydawały mi się właśnie bardzo prawdziwe i bardzo charakterystyczne. Podobały mi się też zdjęcia operujące naprzemiennie zbliżeniami (wypełniającymi cały kadr twarzami bohaterów) i bardzo szerokimi planami obejmującymi ogromne i niegościnne przestrzenie. "Papierowy żołnierz", w którym historia spotyka się z poezją i którego tytuł nawiązuje do słynnej pieśni Bułata Okudżawy, nie jest filmem łatwym, ale kto szuka w kinie artystycznej niejednoznaczności i oryginalności, ten je tutaj znajdzie. I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili: film otrzymał główną nagrodę na zakończonym właśnie Festiwalu Filmów Rosyjskich.