I animowany "Esterhazy" Izabeli Plucińskiej, i niby-dokumentalny "Królik po berlińsku" Bartka Konopki to w zasadzie kapitalne i przezabawne bajki: w obu na świat patrzymy z punktu widzenia królika, który na historię nie zwraca uwagi, ale od historii uciec nie może. W "Esterhazym" tytułowy bohater rusza do Berlina w poszukiwaniu króliczej żony, a gdy ukochaną wreszcie znajdzie i pokona piętrzące się przed nim trudności, założy rodzinę i wieść będzie spokojne życie w najlepszym miejscu pod słońcem. W tym samym miejscu żyją króliki z filmu Bartka Konopki - zamknięte w pasie zieleni między dwoma murami oddzielającymi Berlin Wschodni od Zachodniego. Ale wydają się nieco bardziej świadome: przypatrują się, gdy mur niespodziewanie rośnie, doceniają "gospodarza", który dba o ich bezpieczeństwo, cieszą się z postawionych lamp, psów i strażników, bo wszystko to przecież po to, by mogły żyć jak w raju.
Konopka wykorzystuje archiwalne zdjęcia i rozmawia z ludźmi, którzy berlińskie króliki pamiętają, spokojnym tonem Krystyny Czubówny wyjaśnia wyjątkową skłonność królików do rozmnażania się, a nawet zagląda do króliczych nor. Plucińska bawi się tradycyjną animacją, rzeźbi swoje postaci z plasteliny, świadomie pozwala, by jej mikroświat daleki był od doskonałości. Z obu filmów wniosek płynie oczywiście podobny i niezbyt zabawny: bezpieczeństwo królików zamkniętych w strefie berlińskiego muru było iluzją, w jakiej żyły również miliony ludzi. Upadek muru jest katastrofą, bo wrzuca w nieprzyjazny świat, w którym niczego nie można być pewnym.
Ta nienachalna, błyskotliwa metafora życia przed politycznym przełomem i po zniszczeniu starego porządku to fascynujący głos młodych twórców, którzy na historię patrzą przekornie, ironicznie, ale bez łatwej zgrywy. Podczas oglądania "Królika po berlińsku" - nad tekstem brawurowo dowcipnej narracji pracował m.in. Michał Ogórek - przez cały czas towarzyszyć będzie widzowi zapewne zdumienie, że przecież ten króliczy raj istniał naprawdę, że polityczne decyzje faktycznie doprowadziły do powstania tego zwierzęcego "państwa w państwie". W przypadku lżejszego "Esterhazy'ego" bawią głównie znakomite dialogi, na dodatek świetnie zdubbingowane (m.in. przez Borysa Szyca, Marię Peszek i Macieja Stuhra).
Nie zdziwiłbym się, gdyby "Królik " dostał Oscara (na co szanse są całkiem spore) - Konopka to bez wątpienia jeden z najciekawszych polskich dokumentalistów, który podobnie jak Plucińska ma świadomość, że mówić nawet o najważniejszych sprawach z typowo polską, martyrologiczno-patetyczną manierą to nic innego, jak potwornie nudzić. W tych dwóch filmach nie ma ani nudy, ani martyrologii - jest spojrzenie w poprzek, które wyjaśnia więcej, niż kosztujące miliony, filmowo-historyczne kolumbryny.