Ślepy los ****

Paweł t. Felis
2009-12-11, ostatnia aktualizacja 2009-12-11 17:16
Ślepy los
Ślepy los

Wielka Brytania 2006 (Blindsight). Reż. Lucy Walker

Ten wielokrotnie nagradzany na świecie dokument Lucy Walker o heroicznej wyprawie sześciorga niepełnosprawnych dzieci na Mount Everest rozpoczyna wypowiedź Erika Weihenmayera, słynnego niewidomego himalaisty, który stracił wzrok w wieku 15 lat: "Nie bałem się ciemności. Bałem się, że zostanę zapomniany, odsunięty na boczny tor". Pomysł, by niewidome dzieci z Tybetu zdobyły najwyższy szczyt Ziemi, wziął się z podobnego lęku: bo w Tybecie - jak dowiadujemy się w filmie - ślepota to przekleństwo. Oznaka głupoty. Pretekst do wyzwisk, poniżania, fizycznej przemocy. Kara za grzechy popełnione w poprzednim życiu.

Spodziewałem się po "Ślepym losie" pompatycznej opowieści o niepełnosprawnych dzieciach, które razem z doświadczonymi alpinistami wchodzą na mityczny szczyt. Tymczasem w filmie Walker szlachetne hasła ścierają się na każdym kroku z prozą życia, a idealizm zostaje sprowadzony na ziemię. Dorośli uczestnicy przypominają co jakiś czas o niebezpieczeństwie, upominają śpiewające dzieci, że nie są na spacerze. Ktoś chce zahartować jednego z niewidomych chłopców i każe mu nieść plecak, ktoś inny uważa to za bezsensowne trzymanie się sztucznych zasad. Zamiast portretu solidarnej wspinaczki Walker rejestruje, jak grupa alpinistów dzieli się na podgrupy i frakcje, jak kruszy się wspólny cel. Co ważniejsze: szczyt czy zdrowie dzieci? Co zrobić z najsłabszym Tashim, który dociera do bazy jako ostatni i nie ma sił iść dalej? Czy wysłać na dół Kyilę, która skarży się na coraz silniejsze bóle głowy? Czy cała wyprawa ma sens, jeśli grupa dzieci zostanie rozdzielona?

Film Walker dowodzi mimochodem, jak trudno pogodzić szlachetny pomysł z praktyką, ambicje przewodników (niekiedy zbyt wybujałe) z empatią wobec dzieci. Dorośli alpiniści wymagają od młodszych kolegów cech, które wydają im się oczywiste: hartu ducha, wytrzymałości na ból, samozaparcia w docieraniu do celu. Dla niewidomej Sabriye Tenberken, która w Tybecie założyła organizację Braille bez Granic i prowadzi szkołę dla niewidzących, w tej wyprawie nie o sport chodzi, ale o poczucie, że jest się razem.

Skądinąd to właśnie Tenberken jest tu postacią najbardziej fascynującą. Weihenmayer to outsider, trochę samotnik o naturze wyczynowca. Tenberken przeciwnie - ujmujący jest jej stosunek do wychowanków, w którym nie ma cienia protekcjonalności. To współczesna Stasia Bozowska, tytułowa bohaterka "Siłaczki" Żeromskiego, z krwi i kości, dziewczyna z pasją, która sens widzi w działaniu dla innych. Niesamowita postać godna jeśli nie Pokojowej Nagrody Nobla, do której ponoć ją przymierzano, to przynajmniej oddzielnego filmu.